Weszłam.
Gigantyczna sala o błękitnych ścianach, na których wisiały przeróżne,
czarno-białe zdjęcia. Rozpoznałam niektóre postacie – wokaliści i zespoły,
które wygrały x-factor. Uśmiechały się zza brązowych ramek, razem ze sowimi
mentorami. Ogólnie pokój był praktycznie
pozbawiony mebli . Jedynie na wprost od drzwi stała długa, beżowa kanapa, na
której siedziało sześciu mężczyzn. Jeden z nich, który dopiero przed chwilą
usiadł na rogu kanapy, był owym wąsatym facetem z dość długą listą nazwisk w
ręku. Co chwila poprawiał spadające mu okulary-połówki i ciągnął nosem. Obok niego siedział około czterdziestopięcioletni,
niski i tęgi pan, który na ułamek sekundy podniósł na mnie szare oczy, poczym
znów zatopił się w patrzeniu na swój czarny rolex. Na zegarek patrzył również
trzeci z mężczyzn – pomarszczony, szczupły o
podłużnej twarzy i sokolim nosie. No
super, więc to niby oni mają mnie sędziować? Czy w ogóle ich słuch jeszcze funkcjonuje? Bo
jak na taki wiek, to można zwątpić… Jestem pierwszą uczestniczką, a oni
wyglądają jakby nie spali od kilku dni. Nie no, poważnie?! Pozostałą trójką
byli chłopacy z One Direction, u których uśmiech nie znikał z twarzy nawet na
sekundkę. Uff, to już wolę, żeby oni mnie
sędziowali… W sumie, to jak tak na mnie patrzyli z tymi bananami na twarzy,
to aż zrobiło mi się trochę lepiej.
Tak więc stanęłam na samym środku
sali. Byłam ubrana w biało-różową sukienkę sięgającą do kolan, którą zdobił
cienki, złoty pasek, złotawe bolerko i jasną torebkę. Długie czarne buty na
lekkim obcasie zakrywały resztę nóg. Ciemne loki upięte były w ciasny kok,
robiony własnoręcznie przez Amy. Szmaragdowe oczy podkreślone ciemną kreską, a
małe usta bladoczerwoną szminką.
Było cicho. Trzej sędziowie, którzy
prawdopodobnie byli również producentami tego programu, siedzieli wygodnie na
kanapie. Każdy zajęty był czym innym – jeden przeglądaniem listy, drugi
odliczaniem czasu na zegarku, a trzeci po prostu patrzał niewidzialnym wzrokiem
przed siebie. Przyznam, ze nie tak to sobie wyobrażałam – jacyś kompletnie
znudzeni, starzy faceci. Nie wiedziałam z bardzo co zrobić. Przybliżyłam
mikrofon pod usta i lekko odchrząknęłam. W ciągu jednej sekundy wszyscy
zapatrzeni (patrz: sędziowie) spojrzeli na mnie. Jeden zdziwił się na mój
widok. Boże, nawet nie zauważył jak weszłam do sali! Wąsaty mężczyzna położył
listę na kolana i również odchrząknął.
- Przedstaw się – powiedział. No co
jak co, ale tak znudzonego głosu to ja jeszcze nigdy nie słyszałam. Rozchyliłam
lekko usta, patrząc na nich z miną typu: WTF? Myślałam, że pomyliłam miejsca, że to
nie tu jest ten casting do x-factor. Po
prostu miałam ochotę wziąć i odejść z tam tond. Nie czułam już stresu, bo to,
co się tam działo… Po prostu jedna, wielka pomyłka. Spojrzałam na chłopaków z
One Direction, którzy nadal uśmiechnięci spojrzeli na mnie z miną: Też-przez-to-przechodziliśmy… Skinęłam głową i znów przybliżyłam
mikrofon.
- Vanessa Argon. Mam siedemnaście
lat, mieszkam w Basildon – wydukałam. Stres znowu powrócił. A niech to
-,-. Ponownie spojrzałam na chłopaków
posyłając im pytający wzrok, by sprawdzić, czy to co powiedziałam wystarczy.
Mulat skinął głową. Uśmiechnęłam się do niego blado, a mój wzrok znów stanął na
trzech mężczyznach. Po prostu myślałam, że mnie rozsadzi! Znów siedzieli
patrząc tym swoim znudzonym wzrokiem. Jezu, jak dobrze, że to tylko casting.
Gdybym się dostała do programu, oceniali by mnie normalni ludzie, normalne
jury, a nie… To! Muszę to przejść. Musze. Jeszcze kilka minut, jeszcze tylko zaśpiewam
im tę piosenkę i mogę wyjść. A potem.. A potem może się dostanę! Teraz
wystarczy się poświęcić..
Stałam tam przez dobrą minutę, nie
wiedząc czy zacząć już śpiewać, czy poczekać, aż ,,sędziowie” dają mi jakiś
znak. Po prostu zajebiście… Chciałam jeszcze raz odchrząknąć, ale ubiegł
mnie blond chłopak. Mężczyźni spojrzeli na niego pytającym wzrokiem, a później znów
na mnie. Wąsaty pociągnął nosem.
- Co zaśpiewasz? - spytał.
- Firework, Katty Perry – odpowiedziałam
prawie natychmiastowo.
Wąsaty kiwnął głową i wrócił do
czytania listy. Coś we mnie aż zagotowało. Boże, jakie to było żenujące.
Ścisnęłam mocniej mikrofon i przyłożyłam go do ust.
Do you ever feel,
Like a plastic bag,
Drifting through the wind,
Wanting to start again.
Do you ever feel,
Feel so paper-thin,
Like a house of cards,
One blow from caving in.
Do you ever feel,
Already buried deep,
Six feet under,
Screams but no one seems to hear a thing.
Do you know that there's,
Still a chance for you,
'Cause there's a spark in you,
You just gotta:
Ignite the light,
And let it shine,
Just own the night,
Like the Fourth of July.
Like a plastic bag,
Drifting through the wind,
Wanting to start again.
Do you ever feel,
Feel so paper-thin,
Like a house of cards,
One blow from caving in.
Do you ever feel,
Already buried deep,
Six feet under,
Screams but no one seems to hear a thing.
Do you know that there's,
Still a chance for you,
'Cause there's a spark in you,
You just gotta:
Ignite the light,
And let it shine,
Just own the night,
Like the Fourth of July.
Śpiewałam z zaciśniętymi powiekami. Coraz mocnej,
coraz silnej, coraz pewniej. Dopiero po tej zwrotce odważyłam się otworzyć oczy.
To co tam zobaczyłam zdziwiło mnie. Bardzo zdziwiło. Trzej panowie patrzyli na mnie uważnie. Już nie obchodził ich zegarek czy lista.
Przyglądali mi się uważnie. Ale jedno mnie zdenerwowało – nie potrafiłam
wyczytać z ich twarzy niczego. Serce waliło jak oszalałe. Nie wiedziałam czy
patrzą się z myślą ,,Co za idiotka
myślała, że ma szanse w tak poważnym programie?” czy raczej nie spodziewali
się, że tak dobrze mi pójdzie. Jednym słowem miałam mętlik. Wielki mętlik w
głowie. Czy oni nie potrafili dać
jakiegoś znaku? Nie. Patrzyli jak zamurowani, jak jakieś rzeźby. W ogóle się
nie poruszali. Nawet wąsaty mężczyzna przestał ciągnąć nosem. Po prostu gapili
się. Już nawet nie wiedziałam czy nie lepiej było, gdy patrzyli w te rzeczy, a
nie na mnie.
Coraz mocniej ściskałam mikrofon.
Ręce stały się śliskie. W każdej chwili bałam się, że mikrofon wyślizgnie mi
się z ręki.
'Cause baby, you're a firework,
Come on show 'em what you're worth.
Make 'em go, "Aah, aah, aah",
As you shoot across the sky.
Baby, you're a firework,
Come on let your colors burst.
Make 'em go, "Aah, aah, aah",
You're gonna leave them all in awe, awe, awe.
Refren
zaśpiewałam najgłośniej jak umiałam. Lekka chrypka zaczęła dopadać mój
głos. Ledwie wciągałam powietrze. Nawet nie obchodziło mnie, że uczestnicy,
którzy czekają za drzwiami, słyszą mój
śpiew. Po prostu obiecałam, że dam z siebie wszystko, więc tak robiłam.
Spojrzałam na chłopaków z One
Direction. Nie uśmiechali się już, tylko patrzyli z rozchylonymi ustami. Jeden z nich (chyba Liam mu było) napotkawszy
mój wzrok delikatnie się uśmiechnął.
You don't have to feel,
Like a wasted space,
You're original,
Cannot be replaced.
If you only knew,
What the future holds…
Urwałam.
Poczułam jak mikrofon
ześlizga mi się z ręki. Lewa od razu
zareagowała i próbowała go pochwycić. Na próżno. Mikrofon opadł z hukiem na
podłogę i przeturlał się jakiś metr ode mnie. A ja? Ja stanęłam jak
zaczarowana. Zamurowało mnie. I co ja mam
do cholery zrobić? Nie wiedziałam co począć. Podnieść, przeprosić i śpiewać
dalej? Lub kontynuować bez? Cholera..
Zapanowała cisza. Kompletna cisza.
Patrzyłam na podłogę. Nie mam pojęcia czemu, ale nie odważyłam się spojrzeć na
sędziów czy chłopaków z zespołu. Bałam się. Bałam się, że mnie wyśmieją z
słowami ,,To jakaś pomyłka. Ta dziewczyna
w ogóle nie powinna tu trafić”. Chciałam podnieść ten mikrofon, ale moje
nogi odmówiły posłuszeństwa. Nie byłam wstanie pójść po niego. To mnie zaczęło
przerastać. Cholera. I po co ja tu w
ogóle przyszłam? Serce podskoczyło
mi do gardła. Nie potrafiłam wypowiedzieć ani jednego słowa.
Spojrzałam na sędziów.
Siedzieli w dokładnie tej samej
pozycji co przedtem. Po prostu gapili się na mnie. Spojrzałam na tych z One
Direction. Ich usta jeszcze bardziej się rozchyliły. No to gorzej być nie mogło… Już widzę jak w swoim wywiadzie opowiadają
o pewnej dziewczynie, której na castingu spadł mikrofon. Wszystkie oczy
były skierowane ku mnie. Najlepiej od razu wyszłabym. Powiedziała, że to jakaś
pomyłka, że nie powinnam tu przychodzić. Właściwie to już miałam zamiar to
zrobić. Wystarczyło szybko odwrócić się na pięcie i kilkoma krokami dobiec do
drzwi. Ale nagle zobaczyłam jak jeden z sędziów otworzył usta, by coś
powiedzieć.
Tęgi mężczyzna otworzył usta, po czym
znów je zamknął. Odchrząknął. Znów je otworzył i niemal bezdźwięcznie szepnął
coś do wąsatego. Ten tylko skinął głową i poprawił okulary na nosie.
- No, to tyle na dziś. Odłóż,
proszę, mikrofon na stolik i możesz już iść. Kiedy skończymy przesłuchiwać wszystkich
uczestników ogłosimy wyniki – powiedział. Jego głos nie brzmiał już jak znudzony. Teraz bardziej jak.. Hm..
rozczarowany? Serce mi zamarło. Nie, nie, nie… Spieprzyłam cały ten casting. Boże, jaka ze
mnie idiotka…
Skinęłam głową, ale nie ruszyłam się
z miejsca. Moja nogi odmówiły posłuszeństwa. Nie potrafiłam. Zaczęło mi się
kręcić w głowie. Musze jak najszybciej z
stąd wyjść.
Odwróciłam się na piecie i pobiegłam
w stronę drzwi. Zostawiłam ten głupi mikrofon lezący na ziemi, zostawiłam tzn.
sędziów i chłopaków z One Direction z zaskoczonymi minami, zostawiając resztki
nadziei na spełnienie swoich marzeń.
Zamknęłam za sobą drewniane drzwi.
Znów stałam w poczekalni. Wszystkie twarze wpatrywały się we mnie. Mama i Amy podeszły do mnie z
zaskoczonymi minami.
- Ness, wszystko w porządku? –
zapytała moja rodzicielka troskliwym tonem kładąc swą rękę na moje ramię.
Nie odpowiedziałam. Te wszystkie
twarze, ci wszyscy ludzie wpatrujący się we mnie, ci sędziowie, chłopcy z
zespołu – to wszystko mnie przerastało. Przyjście tu to była jedna, wielka
pomyłka.
Spojrzałam w błękitne oczy matki, a
po moim policzku popłynęła łza. Zawiodłam ją, zawiodłam Amy, zawiodłam ludzi,
którzy we mnie wierzyli. A przede wszystkim zawiodłam siebie.
Lewą ręką chwyciłam dłoń Amy, drugą
dłoń matki. Jeszcze raz spojrzałam na konkurencje – większość patrzała na mnie
pytającym wzrokiem. Byli też tacy, którzy wpatrywali się ze współczuciem, a
niektórzy po prostu chamsko się uśmiechali.
Wyszłam z budynku ciągnąc za sobą
zaskoczona przyjaciółkę i matkę. Szłam szybkim krokiem. Zimny wiatr zdążył
wysuszyć słoną łzę. To wszystko nie tak. Wszystko
miało inaczej wyglądać. Byłam strasznie zdenerwowana. No, o wygranej to mogę sobie jedynie
pomarzyć. A może tylko histeryzuje i tak naprawdę mieli już gorsze przypadki? Myśli rozsadzały mi głowę.
Słyszałam jak Amy cos do mnie mówi,
ale sens jej słów nie dochodził do mnie. W jednej chwili nawet zaczęła targać
mnie za ramię.
- Czego? – wydarłam się na nią
stając dosłownie na środku ulicy. No, jak to musiało wyglądać: podenerwowana
dziewczyna ciągnąca za sobą dwie osoby staje na samym środku ruchliwej,
Londyjskiej ulicy i wrzeszczy na pół miasta. Pogratulować -,- . Przyjaciółka spojrzała na mnie smutną miną.
Nie była zła, była smutna, co jeszcze bardziej mnie dobiło.
- Amy, ja przepraszam… - zaczęłam. – Wybacz,
poniosło mnie. Ja… ja nie powinnam była…
- Wybaczam – przerwała posyłając mi
delikatny uśmiech. I właśnie za to ją uwielbiałam – rozumiała mnie. Nie
wiedziała, co się stało na sali ,,castingowej”, ale i tak zniosła mój humor.
Byłą po prostu niezastąpiona! – Chciałam ci tylko powiedzieć, ze Niall Horan biegnie
za nami z twoją torebką. Ale może najpierw zejdźmy z drogi?
What the fuck? No fakt. Samochody stały przed nami. Kierowcy
trąbili non stop, niektórzy nawet rozzłoszczeni pokazywali wulgarne gesty i
przeklinali. A jakieś 100 metrów od nas biegł zdyszany chłopak z One Direction,
który w ręku trzymał moją jasną torebkę. Nie wytrzymałam i pękłam ze śmiechu.
No, kilka sekund temu zapłakana i rozłoszczona, teraz dusząca się ze śmiechu…
Zeszłam na chodnik, a za mną
przyjaciółka i mama. Stanęłam tam z bananem na twarzy, a chłopak po drugiej
stronie ulicy próbował przedostać się do nas, co przez jeżdżące samochody nie
było łatwe. Po kilku sekundach zaczęłam się zastanawiać czy to nie ja powinnam
do niego podejść. Ale po jakimś czasie (kilka minut xd) jakiś samochód
przepuścił Horana, przez co mógł swobodnie przejść przez ulicę.
- To-torebka – wyjąkał zdyszany
podając mi moją własność.
Loading…
Ale jak to możliwe, ze zostawiłam torebkę, jeśli nawet jej nie zdejmowałam? Czy
jest możliwe, że upuściłam ją, nawet tego nie zauważając? Czy ten dzień nie
mógł być gorszy?
-
Dziękuje, ale
naprawdę, nie musiałeś się fatygować – powiedziałam dość spokojnym tonem.
Chłopak spojrzał na mnie dziwną miną. Co?
Powiedziałam coś nie tak? Amy szturchnęła mnie lekko w ramię. Odwróciłam
głowę w jej stronę, a ona się sztucznie uśmiechnęła. Co do chole.. No tak! Mój uśmiech! Ja, idiotka, stoję z bananem na
twarzy.. Momentalnie uśmiech znikł z mojej twarzy.
- Drobiazg – uśmiechnął się. –
Wiesz, ja muszę lecieć, bo na mnie czekają. Do zobaczenia później.
- Później? – zapytałam, gdy chłopak
próbował znów przejść przez ruchliwą ulicę.
- No tak, przecież są wyniki – powiedział
obracając się w moja stronę. Zrobiłam kwaśną minę. Na samo słowo wyniki przechodziła mnie gęsia skórka. Niall
zauważył to i jeszcze bardziej się przybliżył. – No chyba nie zamierzasz zwiać,
prawda? – zapytał, a jego niebieskie tęczówki wpatrywały się uważnie w moje.
Jakby chciał sprawdzić czy powiem prawdę.
Nie odpowiedziałam, tylko wzruszyłam
ramionami. Chodź tak na prawdę nie miałam zamiaru czekać na wyniki. I tak
wiedziałam, że przegrałam. Nie dostanę się, nie po takiej wpadce. Planowałam
wrócić do domu, wziąć długą kąpiel i zapomnieć o całym dzisiejszym dniu.
- Chcesz poddać się w tej chwili?
- Widziałeś mój występ. Widziałeś
jak upuściłam mikrofon. Więc wiesz.. Wiesz, że nie mam żadnych szans –
odpowiedziałam.
Chłopak parsknął ironicznym śmiechem
i pokręcił głową.
- Zaśpiewałaś cudownie. Masz naprawdę
fantastyczny głos. A ten mikrofon? No cóż.. Widziałem gorsze przypadki. Gdy ja
szedłem na casting jedna dziewczyna zemdlała – wzruszył ramionami. – Zresztą,
przy takim głosie jakim dysponujesz, nawet przy największej wpadce by cię
przyjęli – jego głos brzmiał poważnie. Nie było wyczuwać chodźmy nutki
sarkazmu. Chwila, czy to był komplement?
Dostałam komplement od jednego z członków sławnego zespołu, który zajął III
miejsce w x-factorze? No, wreszcie jakiś plus dzisiejszego dnia. Ale mimo
tego, nadal nie byłam pewna czy chcę jeszcze raz spojrzeć na tych znudzonych
sędziów i nienawidzącej mnie konkurencji.
Wzruszyłam ramionami i odwróciłam
wzrok na przejeżdżające samochody.
- Przyjdź. Zrób to dla mnie –
powiedział.
Momentalnie spojrzałam w jego
niebieskie tęczówki. Czy to nie dziwne, że chłopak, którego właściwie nie znam
prosi mnie, żebym coś dla niego zrobiła? Nie. On miał rację. Czy przez jedną
wpadkę mam skreślić swoje wszystkie marzenia? Nie. Nie warto.
Posłałam mu delikatny uśmiech.
- Tak w ogóle – zaczął chłopak. – To
Niall jestem.
Podał mi rękę uśmiechając się.
- Vanessa.
Chłopak skinął głową,
po czym podszedł do Amy i mamy również przedstawiając się im. Boże, kompletnie
o nich zapomniałam! Przecież cały czas stały za mną!
- Więc, widzimy się po castingach – powiedział
Horan puszczając mi oczko.
Tak,
miejmy nadzieję… Odwrócił
się i zrobił kilka kroków do przodu.
- Niall! – zawołałam, na co chłopak
przystanął, a nasze oczy się spotkały. – Dziękuje.
- Za torebkę? – zapytał pokazując szereg
zębów.
- Za wszystko – odpowiedziałam
odwzajemniając uśmiech.
Horan skinął głową, posłał jeszcze
jeden, szeroki uśmiech i, korzystając z okazji, przeszedł na drugą stronę
jezdni.
- No to co? Wracamy? – zapytała mama
otulając mnie ramieniem.
- A czy z marzeń rezygnuje się od
tak? – posłałam jej najszerszy uśmiech i ruszyłam za blond chłopakiem..
------------------------------------
Wybaczcie, ale Internet co chwila się zawieszał, wiec trudno było mi dodać ten rozdział -,-. Wiem, że nie jest najlepszy, ale zrozumcie: szkoła! A zwłaszcza fizyka mnie wykańcza.. :o.
Wybaczcie, ale Internet co chwila się zawieszał, wiec trudno było mi dodać ten rozdział -,-. Wiem, że nie jest najlepszy, ale zrozumcie: szkoła! A zwłaszcza fizyka mnie wykańcza.. :o.