Aktualności:

Aktualności:
14.04.13r, 22;23.

♥ Dodałam nowy rozdział :)

poniedziałek, 25 lutego 2013

Rozdział II ."Never give up".



  Weszłam.
            Gigantyczna sala o błękitnych  ścianach, na których wisiały przeróżne, czarno-białe zdjęcia. Rozpoznałam niektóre postacie – wokaliści i zespoły, które wygrały x-factor. Uśmiechały się zza brązowych ramek, razem ze sowimi mentorami.  Ogólnie pokój był praktycznie pozbawiony mebli . Jedynie na wprost od drzwi stała długa, beżowa kanapa, na której siedziało sześciu mężczyzn. Jeden z nich, który dopiero przed chwilą usiadł na rogu kanapy, był owym wąsatym facetem z dość długą listą nazwisk w ręku. Co chwila poprawiał spadające mu okulary-połówki i ciągnął nosem.  Obok niego siedział około czterdziestopięcioletni, niski i tęgi pan, który na ułamek sekundy podniósł na mnie szare oczy, poczym znów zatopił się w patrzeniu na swój czarny rolex. Na zegarek patrzył również trzeci z mężczyzn – pomarszczony, szczupły o  podłużnej twarzy i sokolim nosie. No super, więc to niby oni mają mnie sędziować?  Czy w ogóle ich słuch jeszcze funkcjonuje? Bo jak na taki wiek, to można zwątpić… Jestem pierwszą uczestniczką, a oni wyglądają jakby nie spali od kilku dni. Nie no, poważnie?! Pozostałą trójką byli chłopacy z One Direction, u których uśmiech nie znikał z twarzy nawet na sekundkę. Uff, to już wolę, żeby oni mnie sędziowali… W sumie, to jak tak na mnie patrzyli z tymi bananami na twarzy, to aż zrobiło mi się trochę lepiej.
            Tak więc stanęłam na samym środku sali. Byłam ubrana w biało-różową sukienkę sięgającą do kolan, którą zdobił cienki, złoty pasek, złotawe bolerko i jasną torebkę. Długie czarne buty na lekkim obcasie zakrywały resztę nóg. Ciemne loki upięte były w ciasny kok, robiony własnoręcznie przez Amy. Szmaragdowe oczy podkreślone ciemną kreską, a małe usta bladoczerwoną szminką.
            Było cicho. Trzej sędziowie, którzy prawdopodobnie byli również producentami tego programu, siedzieli wygodnie na kanapie. Każdy zajęty był czym innym – jeden przeglądaniem listy, drugi odliczaniem czasu na zegarku, a trzeci po prostu patrzał niewidzialnym wzrokiem przed siebie. Przyznam, ze nie tak to sobie wyobrażałam – jacyś kompletnie znudzeni, starzy faceci. Nie wiedziałam z bardzo co zrobić. Przybliżyłam mikrofon pod usta i lekko odchrząknęłam. W ciągu jednej sekundy wszyscy zapatrzeni (patrz: sędziowie) spojrzeli na mnie. Jeden zdziwił się na mój widok. Boże, nawet nie zauważył jak weszłam do sali! Wąsaty mężczyzna położył listę na kolana i również odchrząknął.
            - Przedstaw się – powiedział. No co jak co, ale tak znudzonego głosu to ja jeszcze nigdy nie słyszałam. Rozchyliłam lekko usta, patrząc na nich z miną typu: WTF?  Myślałam, że pomyliłam miejsca, że to nie  tu jest ten casting do x-factor. Po prostu miałam ochotę wziąć i odejść z tam tond. Nie czułam już stresu, bo to, co się tam działo… Po prostu jedna, wielka pomyłka. Spojrzałam na chłopaków z One Direction, którzy nadal uśmiechnięci spojrzeli na mnie z miną: Też-przez-to-przechodziliśmy…  Skinęłam głową i znów przybliżyłam mikrofon.
            - Vanessa Argon. Mam siedemnaście lat, mieszkam w Basildon – wydukałam. Stres znowu powrócił. A niech to -,-.  Ponownie spojrzałam na chłopaków posyłając im pytający wzrok, by sprawdzić, czy to co powiedziałam wystarczy. Mulat skinął głową. Uśmiechnęłam się do niego blado, a mój wzrok znów stanął na trzech mężczyznach. Po prostu myślałam, że mnie rozsadzi! Znów siedzieli patrząc tym swoim znudzonym wzrokiem. Jezu, jak dobrze, że to tylko casting. Gdybym się dostała do programu, oceniali by mnie normalni ludzie, normalne jury, a nie… To! Muszę to przejść. Musze. Jeszcze kilka minut, jeszcze tylko zaśpiewam im tę piosenkę i mogę wyjść. A potem.. A potem może się dostanę! Teraz wystarczy się poświęcić..
            Stałam tam przez dobrą minutę, nie wiedząc czy zacząć już śpiewać, czy poczekać, aż ,,sędziowie” dają mi jakiś znak. Po prostu zajebiście…  Chciałam jeszcze raz odchrząknąć, ale ubiegł mnie blond chłopak. Mężczyźni spojrzeli na niego pytającym wzrokiem, a później znów na mnie. Wąsaty pociągnął nosem.
            - Co zaśpiewasz?  - spytał.
            - Firework, Katty Perry – odpowiedziałam prawie natychmiastowo.
            Wąsaty kiwnął głową i wrócił do czytania listy. Coś we mnie aż zagotowało. Boże, jakie to było żenujące. Ścisnęłam mocniej mikrofon i przyłożyłam go do ust.
Do you ever feel,
Like a plastic bag,
Drifting through the wind,
Wanting to start again.
Do you ever feel,
Feel so paper-thin,
Like a house of cards,
One blow from caving in.
Do you ever feel,
Already buried deep,
Six feet under,
Screams but no one seems to hear a thing.
Do you know that there's,
Still a chance for you,
'Cause there's a spark in you,
You just gotta:

Ignite the light,
And let it shine,
Just own the night,
Like the Fourth of July.
            Śpiewałam z zaciśniętymi powiekami. Coraz mocnej, coraz silnej, coraz pewniej. Dopiero po tej zwrotce odważyłam się otworzyć oczy. To co tam zobaczyłam zdziwiło mnie. Bardzo zdziwiło.  Trzej panowie patrzyli na mnie uważnie.  Już nie obchodził ich zegarek czy lista. Przyglądali mi się uważnie. Ale jedno mnie zdenerwowało – nie potrafiłam wyczytać z ich twarzy niczego. Serce waliło jak oszalałe. Nie wiedziałam czy patrzą się z myślą ,,Co za idiotka myślała, że ma szanse w tak poważnym programie?” czy raczej nie spodziewali się, że tak dobrze mi pójdzie. Jednym słowem miałam mętlik. Wielki mętlik w głowie.  Czy oni nie potrafili dać jakiegoś znaku? Nie. Patrzyli jak zamurowani, jak jakieś rzeźby. W ogóle się nie poruszali. Nawet wąsaty mężczyzna przestał ciągnąć nosem. Po prostu gapili się. Już nawet nie wiedziałam czy nie lepiej było, gdy patrzyli w te rzeczy, a nie na mnie.
            Coraz mocniej ściskałam mikrofon. Ręce stały się śliskie. W każdej chwili bałam się, że mikrofon wyślizgnie mi się z ręki.

'Cause baby, you're a firework,
Come on show 'em what you're worth.
Make 'em go, "Aah, aah, aah",
As you shoot across the sky.
Baby, you're a firework,
Come on let your colors burst.
Make 'em go, "Aah, aah, aah",
You're gonna leave them all in awe, awe, awe.
            Refren  zaśpiewałam najgłośniej jak umiałam. Lekka chrypka zaczęła dopadać mój głos. Ledwie wciągałam powietrze. Nawet nie obchodziło mnie, że uczestnicy, którzy czekają za drzwiami, słyszą  mój śpiew. Po prostu obiecałam, że dam z siebie wszystko, więc tak robiłam.
            Spojrzałam na chłopaków z One Direction. Nie uśmiechali się już, tylko patrzyli z rozchylonymi ustami.  Jeden z nich (chyba Liam mu było) napotkawszy mój wzrok delikatnie się uśmiechnął.

You don't have to feel,
Like a wasted space,
You're original,
Cannot be replaced.
If you only knew,
What the future holds…
            Urwałam.
 Poczułam jak mikrofon ześlizga mi się z ręki.  Lewa od razu zareagowała i próbowała go pochwycić. Na próżno. Mikrofon opadł z hukiem na podłogę i przeturlał się jakiś metr ode mnie. A ja? Ja stanęłam jak zaczarowana. Zamurowało mnie. I co ja mam do cholery zrobić? Nie wiedziałam co począć. Podnieść, przeprosić i śpiewać dalej? Lub kontynuować bez? Cholera..
            Zapanowała cisza. Kompletna cisza. Patrzyłam na podłogę. Nie mam pojęcia czemu, ale nie odważyłam się spojrzeć na sędziów czy chłopaków z zespołu. Bałam się. Bałam się, że mnie wyśmieją z słowami ,,To jakaś pomyłka. Ta dziewczyna w ogóle nie powinna tu trafić”. Chciałam podnieść ten mikrofon, ale moje nogi odmówiły posłuszeństwa. Nie byłam wstanie pójść po niego. To mnie zaczęło przerastać. Cholera. I po co ja tu w ogóle przyszłam?  Serce podskoczyło mi do gardła. Nie potrafiłam wypowiedzieć ani jednego słowa.
            Spojrzałam na sędziów.
            Siedzieli w dokładnie tej samej pozycji co przedtem. Po prostu gapili się na mnie. Spojrzałam na tych z One Direction. Ich usta jeszcze bardziej się rozchyliły. No to gorzej być nie mogło… Już widzę jak w swoim wywiadzie opowiadają o pewnej dziewczynie, której na castingu spadł mikrofon. Wszystkie oczy były skierowane ku mnie. Najlepiej od razu wyszłabym. Powiedziała, że to jakaś pomyłka, że nie powinnam tu przychodzić. Właściwie to już miałam zamiar to zrobić. Wystarczyło szybko odwrócić się na pięcie i kilkoma krokami dobiec do drzwi. Ale nagle zobaczyłam jak jeden z sędziów otworzył usta, by coś powiedzieć.
            Tęgi mężczyzna otworzył usta, po czym znów je zamknął. Odchrząknął. Znów je otworzył i niemal bezdźwięcznie szepnął coś do wąsatego. Ten tylko skinął głową i poprawił okulary na nosie.
            - No, to tyle na dziś. Odłóż, proszę, mikrofon na stolik i możesz już iść. Kiedy skończymy przesłuchiwać wszystkich uczestników ogłosimy wyniki – powiedział. Jego głos nie brzmiał już  jak znudzony. Teraz bardziej jak.. Hm.. rozczarowany?  Serce mi zamarło. Nie, nie, nie…  Spieprzyłam cały ten casting. Boże, jaka ze mnie idiotka… 
            Skinęłam głową, ale nie ruszyłam się z miejsca. Moja nogi odmówiły posłuszeństwa. Nie potrafiłam. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Musze jak najszybciej z stąd wyjść.
            Odwróciłam się na piecie i pobiegłam w stronę drzwi. Zostawiłam ten głupi mikrofon lezący na ziemi, zostawiłam tzn. sędziów i chłopaków z One Direction z zaskoczonymi minami, zostawiając resztki nadziei na spełnienie swoich marzeń.
            Zamknęłam za sobą drewniane drzwi. Znów stałam w poczekalni. Wszystkie twarze wpatrywały się  we mnie. Mama i Amy podeszły do mnie z zaskoczonymi minami.
            - Ness, wszystko w porządku? – zapytała moja rodzicielka troskliwym tonem kładąc swą rękę na moje ramię.
            Nie odpowiedziałam. Te wszystkie twarze, ci wszyscy ludzie wpatrujący się we mnie, ci sędziowie, chłopcy z zespołu – to wszystko mnie przerastało. Przyjście tu to była jedna, wielka pomyłka.
            Spojrzałam w błękitne oczy matki, a po moim policzku popłynęła łza. Zawiodłam ją, zawiodłam Amy, zawiodłam ludzi, którzy we mnie wierzyli. A przede wszystkim zawiodłam siebie.
            Lewą ręką chwyciłam dłoń Amy, drugą dłoń matki. Jeszcze raz spojrzałam na konkurencje – większość patrzała na mnie pytającym wzrokiem. Byli też tacy, którzy wpatrywali się ze współczuciem, a niektórzy po prostu chamsko się uśmiechali.
            Wyszłam z budynku ciągnąc za sobą zaskoczona przyjaciółkę i matkę. Szłam szybkim krokiem. Zimny wiatr zdążył wysuszyć słoną łzę.  To wszystko nie tak. Wszystko  miało inaczej wyglądać. Byłam strasznie zdenerwowana. No, o wygranej to mogę sobie jedynie pomarzyć. A może tylko histeryzuje i tak naprawdę mieli już gorsze przypadki?  Myśli rozsadzały mi głowę.
            Słyszałam jak Amy cos do mnie mówi, ale sens jej słów nie dochodził do mnie. W jednej chwili nawet zaczęła targać mnie za ramię.
            - Czego? – wydarłam się na nią stając dosłownie na środku ulicy. No, jak to musiało wyglądać: podenerwowana dziewczyna ciągnąca za sobą dwie osoby staje na samym środku ruchliwej, Londyjskiej ulicy i wrzeszczy na pół miasta. Pogratulować -,- .  Przyjaciółka spojrzała na mnie smutną miną. Nie była zła, była smutna, co jeszcze bardziej mnie dobiło.
            -  Amy, ja przepraszam… - zaczęłam. – Wybacz, poniosło mnie. Ja… ja nie powinnam była…
            - Wybaczam – przerwała posyłając mi delikatny uśmiech. I właśnie za to ją uwielbiałam – rozumiała mnie. Nie wiedziała, co się stało na sali ,,castingowej”, ale i tak zniosła mój humor. Byłą po prostu niezastąpiona! – Chciałam ci tylko powiedzieć, ze Niall Horan biegnie za nami z twoją torebką. Ale może najpierw zejdźmy z drogi?
            What the fuck? No fakt. Samochody stały przed nami. Kierowcy trąbili non stop, niektórzy nawet rozzłoszczeni pokazywali wulgarne gesty i przeklinali. A jakieś 100 metrów od nas biegł zdyszany chłopak z One Direction, który w ręku trzymał moją jasną torebkę. Nie wytrzymałam i pękłam ze śmiechu. No, kilka sekund temu zapłakana i rozłoszczona, teraz dusząca się ze śmiechu…
            Zeszłam na chodnik, a za mną przyjaciółka i mama. Stanęłam tam z bananem na twarzy, a chłopak po drugiej stronie ulicy próbował przedostać się do nas, co przez jeżdżące samochody nie było łatwe. Po kilku sekundach zaczęłam się zastanawiać czy to nie ja powinnam do niego podejść. Ale po jakimś czasie (kilka minut xd) jakiś samochód przepuścił Horana, przez co mógł swobodnie przejść przez ulicę.
            - To-torebka – wyjąkał zdyszany podając mi moją własność.
            Loading… Ale jak to możliwe, ze zostawiłam torebkę, jeśli nawet jej nie zdejmowałam? Czy jest możliwe, że upuściłam ją, nawet tego nie zauważając? Czy ten dzień nie mógł być gorszy?
            - Dziękuje, ale naprawdę, nie musiałeś się fatygować – powiedziałam dość spokojnym tonem. Chłopak spojrzał na mnie dziwną miną. Co? Powiedziałam coś nie tak? Amy szturchnęła mnie lekko w ramię. Odwróciłam głowę w jej stronę, a ona się sztucznie uśmiechnęła. Co do chole..  No tak!  Mój uśmiech! Ja, idiotka, stoję z bananem na twarzy.. Momentalnie uśmiech znikł z mojej twarzy.
            - Drobiazg – uśmiechnął się. – Wiesz, ja muszę lecieć, bo na mnie czekają. Do zobaczenia później.
            - Później? – zapytałam, gdy chłopak próbował znów przejść przez ruchliwą ulicę.
            - No tak, przecież są wyniki – powiedział obracając się w moja stronę. Zrobiłam kwaśną minę. Na samo słowo  wyniki przechodziła mnie gęsia skórka. Niall zauważył to i jeszcze bardziej się przybliżył. – No chyba nie zamierzasz zwiać, prawda? – zapytał, a jego niebieskie tęczówki wpatrywały się uważnie w moje. Jakby chciał sprawdzić czy powiem prawdę.
            Nie odpowiedziałam, tylko wzruszyłam ramionami. Chodź tak na prawdę nie miałam zamiaru czekać na wyniki. I tak wiedziałam, że przegrałam. Nie dostanę się, nie po takiej wpadce. Planowałam wrócić do domu, wziąć długą kąpiel i zapomnieć o całym dzisiejszym dniu.
            - Chcesz poddać się w tej chwili?
            - Widziałeś mój występ. Widziałeś jak upuściłam mikrofon. Więc wiesz.. Wiesz, że nie mam żadnych szans – odpowiedziałam.
            Chłopak parsknął ironicznym śmiechem i pokręcił głową.
            - Zaśpiewałaś cudownie. Masz naprawdę fantastyczny głos. A ten mikrofon? No cóż.. Widziałem gorsze przypadki. Gdy ja szedłem na casting jedna dziewczyna zemdlała – wzruszył ramionami. – Zresztą, przy takim głosie jakim dysponujesz, nawet przy największej wpadce by cię przyjęli – jego głos brzmiał poważnie. Nie było wyczuwać chodźmy nutki sarkazmu. Chwila, czy to był komplement? Dostałam komplement od jednego z członków sławnego zespołu, który zajął III miejsce w x-factorze? No, wreszcie jakiś plus dzisiejszego dnia. Ale mimo tego, nadal nie byłam pewna czy chcę jeszcze raz spojrzeć na tych znudzonych sędziów i nienawidzącej mnie konkurencji.
            Wzruszyłam ramionami i odwróciłam wzrok na przejeżdżające samochody.
            - Przyjdź. Zrób to dla mnie – powiedział.
            Momentalnie spojrzałam w jego niebieskie tęczówki. Czy to nie dziwne, że chłopak, którego właściwie nie znam prosi mnie, żebym coś dla niego zrobiła? Nie. On miał rację. Czy przez jedną wpadkę mam skreślić swoje wszystkie marzenia? Nie. Nie warto.
            Posłałam mu delikatny uśmiech.
            - Tak w ogóle – zaczął chłopak. – To Niall jestem.
            Podał mi rękę uśmiechając się.
- Vanessa.
 Chłopak skinął głową, po czym podszedł do Amy i mamy również przedstawiając się im. Boże, kompletnie o nich zapomniałam! Przecież cały czas stały za mną!
            - Więc, widzimy się po castingach – powiedział Horan puszczając mi oczko.
            Tak, miejmy nadzieję… Odwrócił się i zrobił kilka kroków do przodu.
            - Niall! – zawołałam, na co chłopak przystanął, a nasze oczy się spotkały. – Dziękuje.
            - Za torebkę? – zapytał pokazując szereg zębów.
            - Za wszystko – odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
            Horan skinął głową, posłał jeszcze jeden, szeroki uśmiech i, korzystając z okazji, przeszedł na drugą stronę jezdni.
            - No to co? Wracamy? – zapytała mama otulając mnie ramieniem.
            - A czy z marzeń rezygnuje się od tak? – posłałam jej najszerszy uśmiech i ruszyłam za blond chłopakiem..


------------------------------------
Wybaczcie, ale Internet co chwila się zawieszał, wiec trudno było mi dodać ten rozdział -,-. Wiem, że nie jest najlepszy, ale zrozumcie: szkoła! A zwłaszcza fizyka mnie wykańcza.. :o. 

piątek, 15 lutego 2013

Rozdział I ."Podąrzać za marzeniami".



,,Pamiętacie, kiedy byliście małymi dziećmi i wierzyliście w bajki, marzyliście o tym, jakie będzie wasze życie? Biała sukienka, książę z bajki, który zaniesie was do zamku na wzgórzu. Leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w to wierzyliście. Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki - byli na wyciągnięcie ręki. Ostatecznie dorastacie. Pewnego dnia otwieracie oczy, a bajki znikają. Większość ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale rzecz w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy nadal chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to wszystko stanie się prawdą. [...] Pod koniec dnia, wiara to zabawna rzecz. Pojawia się, kiedy tak naprawdę tego nie oczekujesz. To tak, jakbyś pewnego dnia odkrył, że baśń może się nieco różnić od twoich wyobrażeń. Zamek, cóż, może nie być zamkiem. I nie jest ważne "długo i szczęśliwie", ale "szczęśliwie" teraz. Raz na jakiś czas, człowiek cię zaskoczy, i raz na jakiś czas człowiek może nawet zaprzeć ci dech w piersiach.

Nie re­zyg­nuj z marzeń, nig­dy nie wiesz, kiedy okażą się potrzebne i nie wiesz, kiedy mogą odmienić życie."


A więc dzisiaj nadszedł ten dzień. Dzień, w którym wreszcie mogę spełnić swoje marzenia.  Dzień wyczekiwany przeze mnie od wielu miesięcy… Co ja gadam?  Od wielu lat! Od czasów, kiedy byłam jeszcze dzieckiem.
 Tak naprawdę wszystko zaczęło się, gdy miałam mniej więcej sześć lat. Moje przedszkole w Basildon  organizowało coroczne przedstawienie z okazji Dnia Matki. Pamiętam do dziś, jak nasza przedszkolanka wyszukiwała wśród naszej grupki  ,, młodych talentów ‘’. Wybrała paru chłopców i większość dziewczynek (patrz: wszystkich, oprócz mnie). Jak zawsze. Widocznie nie nadawałam się na ‘aktorkę’ . Siedziałam cicho w koncie, gdy kobieta tłumaczyła kto na jaką rolę zasłużył. Moja najlepsza przyjaciółka (o niej później ) skakała z radości, a na jej rumianej twarzyczce zagościł szeroki uśmiech. Nic dziwnego – jaki dzieciak by tak nie robił? Przecież Amy dostała główną rolę. Patrzyłam na to z zazdrością. Może faktycznie nie miałam talentu aktorskiego, ale czy to powód, żeby nie dać sześcioletniemu dziecku choćby najmniejszej roli? Nie. Te całe przedszkole brało to na poważnie. Całą tą szopce. Wiecie jak musiałam się czuć? Sama, pośród cieszących się dzieci, które były doceniane..  Rozglądałam się po sali, gdy Amy odwróciła głowę i spojrzała prosto w moje oczy. Chyba widziała w nich ból i smutek (wiem, możecie pomyśleć, że to dziwne, że sześciolatka wie, co to ból i smutek w oczach. Ale jednak.). Podeszła to przedszkolanki i szepnęła coś do niej. Starsza kobieta tylko się uśmiechnęła i ruszyła w moim kierunku.
- Podobnie ładne śpiewasz – zaczęła siadając koło mnie.
Ja? Ładnie śpiewam? Nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo nie miałam pojęcia czy ładnie śpiewam, czy też nie. Nigdy nie zwracałam na to szczególnej uwagi. Zresztą mało kiedy wykonuję tą czynność – tylko jakieś krótkie piosenki dla dzieci. Spojrzałam na jej zmarszczoną twarz… Coś podkusiło mnie, by potwierdzić tą ‘plotkę’. Pewnie dlatego, że chciałam bardzo, ale to bardzo wystąpić w tym przedstawieniu.
- To wspaniale się złożyło – rzekła przedszkolanka. W jej smutnych, szarych oczach można było dostrzec iskierkę nadziei. – Co roku jest organizowane to samo.. Więc w tym roku wszystkich zaskoczymy wszystkich piosenką! Tak, tak. Jakoś nie zauważyłam żeby inne dzieci z tego przedszkola posiadały talent do śpiewania. Ale ty? Ty możesz go jednak mieć..
Spojrzała na mnie i poklepała po ramieniu. Wstała i podeszła do swojego biurka, po czym wróciła z kartką na który zapisany był króciutki tekst.
- Za tydzień przedstawienie. Masz się tego nauczyć. Tylko pamiętaj – musisz ich wszystkich powalić z nóg! Będziesz naszą małą gwiazdką – zaśmiała się i wróciła do swoich wcześniejszych obowiązków.
Tak więc cały tydzień spędziłam na nauce tego tekstu. Gdy przyszedł dzień występu razem z mamą (ojca już wtedy nie było -,-) wybrałam się na przedstawienie. Moi rówieśnicy odegrali identyczną scenkę jak co roku. Krótki fragment pewnej, angielskiej opowieści o dzieciach i ich matce. Oczywiście zakończyło się oklaskami wszystkich zgromadzonych. Kiedy kobiety miały już zamiar wychodzić, oczywiście dumne ze swoich pociech, nasza przedszkolanka ogłosiła jeszcze jeden, krótki występ. Zaciekawione panie wróciły na miejsca.
Ubrana w śliczną, białą sukieneczkę w różowe kwiatuszki wyszłam na scenę. Wszystkie oczy skierowane były ku mnie. Odchrząknęłam i wydukałam jakąś specjalna dedykacje dla mojej matki, która siedziała w drugim rzędzie cała rozpromieniona. Zaczęłam się kołysać wraz z melodia przygrywaną na starym fortepianie przez naszą przedszkolankę.

Mommy, mommy, I love you mommy
This is your special day
Flowers and presents
And breakfast in bed
Whatever you wish for
I'll give you instead.
Jedyne czego się wtedy  bałam,  było to, że źle wypadnę I mama nie będzie ze mnie dumna, jak inne kobiety z swoich pociech. Ta myśl najbardziej mnie przerażała. Ale gdy spojrzałam na tą drobną brunetkę szczerzącą się do innych matek i mówiącą ,,To moje dziecko! Patrzcie”, poczułam nagły przypływ odwagi. Wszystkie obawy zniknęły. Przyłożyłam mikrofon bardziej do ust.
Mommy, mommy, I love you mommy
No chores for you today
Bear hugs and kisses
To show how I feel
I love you mommy dear

Baking, cooking
Washing and working
Making our house a home
Always helping
Care for my well being
I never feel alone.

Muzyka ucichła, a ja razem z nią. Już koniec. Spojrzałam na widownie. Kobiety klaskały, a niektóre nawet piszczały. Na policzku mojej mamy zobaczyłam łzę radości. Lekko się ukłoniłam i pobiegłam wtulić się w jej ciało. ,,Masz wspaniałą córkę. Pierwszy raz widzę, żeby sześcioletnie dziecko tak ślicznie zaśpiewało. Nie było słychać choćby najmniejszego fałszu!”, ,,Rose! Czemu nie mówiłaś, że Vanessa ma tak przecudny głos? Po prostu złote dziecko!”, ,,Musisz być teraz na pewno dumna. Z takiego skarba?”. Te i wiele innych komentarzy obsypało moją matkę. Na wszystkie z nich lekko skinęła głową i dziękowała.
- Mamo – zapytałam. – Czy jesteś ze mnie dumna?
Kobieta spojrzała na mnie wzrokiem pełnym czułości. Lewym rękawem otarła łzę spływającą po jej policzku.
- Zawsze byłam, głuptasie – odpowiedziała i mocno mnie przytuliła.


I właśnie tamten dzień zadecydował co chcę robić – chcę zostać zawodową piosenkarką. Niektórzy mogą pomyśleć, ze to głupie, na pewno się nie spełni. Ale.. Gdyby wszyscy tak pomyśleli nie było by na świecie muzyki, bo przecież nie było by piosenkarzy. (patrz:  Olly Murs, One Direction, Leona Lewis, Alexandra Burke i wielu innych). Ja nie zamierzałam się poddawać. Będę walczyć i podążać za marzeniami. Za wszelką cenę!

Luty 2013. Był pochmurny, zimowy dzień. Wiatr podmuchałam w moje ciemnobrązowe włosy. Stałam przed wielkim budynkiem w samym centrum w Londynie. Moje serce skakało jak głupie. Musi się udać, musi – powtarzałam w myślach. Na pewno się uda. Muszę dać z siebie wszystko. Poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu
- Chodźmy – powiedziała moja mama, próbując się przy tym uśmiechnąć, lecz nie wyszło jej to najlepiej. Jej głos drżał – widać było, że się stresuje. Mocno stresuje. Może nawet bardziej niż ja.
Spojrzałam na nią, a chwilę później na moją najlepszą przyjaciółkę – Amy. Potem znów przed siebie i skinęłam głową. Wszystkie trzy ruszyłyśmy ku ogromnemu budynkowi.
Teraz przyszła chwila na mnie. Mam kilka minut, by pokazać, że jestem dobra, że dam radę przebić się przez pozostałych uczestników, że mi zależy, że mam ten talent.  Jeśli przejdę ten casting będę już szczęśliwa, niezależnie czy odpadnę jeszcze przed finałem. Ale ten program to moje największe marzenie. Gdybym tylko wygrała ten głupi x-factor stałabym się gwiazdą – prawdziwą, znaną gwiazdą. Nie, nie chodzi mi o sławę. Chcę tylko podzielić się światem z swoim talentem. Koniec śpiewania w cuchnącym barze – czas na profesjonalne podejście do tej sprawy. Bo mój głos jest cząstka mnie, bez niego byłabym nikim. Przynajmniej tak wtedy myślałam…
Stanęłam na środku korytarzu, który chyba był raczej czymś w stylu poczekalni. Na opartych o pomarańczową ścianę fotelach siedzieli różni ludzie – zaczynając od nastolatków, kończący na dorosłych. Wszystkie oczy zwróciły się na mnie, każdy chciał zmierzyć wzrokiem swoją konkurencje. Nikt nic nie mówił, było żenująco cicho.
Rozejrzałam się po małej ,,poczekalni”. Nic wielkiego nie przykuwało mojej uwagi, gdy nagle drzwi wejściowe się otworzyły i ktoś wszedł. Nim zdarzyłam odwrócić się w tę stronę, zauważyłam jak większość nastolatek wstaje, wpatrując się w tamtą stronę z rozchylonymi ustami. Ich miny zmieniły się z zamorduję-cię-dziś-w-nocy-jeśli-przejdziesz, na O-Boże-O-Boze-o-Boże! Amy również odwróciła się i krzyknęła:
- One Direction!
Odwróciłam głowę. W drzwiach stało trzech chłopaków. Zaraz, zaraz - czy ich nie było pięciu? Czarnowłosy mulat, niski blondyn i chłopak o orzechowych oczach. Wszyscy uśmiechnięci wszelki pewnym krokiem do środka. Zaraz… Co oni robią na castingu, skoro zajęli w tym programie III miejsce, jakieś około 2 lata temu? Wysłałam pytające spojrzenie w stronę ich fanki (patrz: Amy).  Ta uśmiechnęła się lekko i wyszeptała:
- Zapomniałam Ci powiedzieć… Wyczytałam gdzieś w Internecie, że mają pojawić się na jednym z castingów do x-factora. Ale naprawdę nie wiedziałam, że to dzisiaj! A w ogóle to oni przyszli tylko popatrzeć, Nie będą sędziować.
Kilka nastolatek podbiegło do chłopaków, wyciągając aparaty i kartki. Super, jeszcze więcej ludzi = jeszcze więcej stresu.
- Z tego co pamiętam, było ich pięciu.. – mruknęłam. Te dwa lata temu oglądałam jeden z ich występów, chyba ten finałowy.
- Bo jest ich pięciu.. Ogólnie.. Na razie widzę tylko Zayna, Nialla i Liama. Może tych dwóch dojdzie później lub po prostu mają inne sprawy? – spojrzała na mnie i wzruszyła ramionami. -  Ale to nie ważne. Czy mogłabyś zrobić mi z nimi zdjęcie?
Super, ja tu się stresuje przed moim występem, a ta prosi mnie o zrobienie jej zdjęcia z jakimś tam One Direction. No, ale cóż. Wyjęłam aparat i razem z Amy podeszłyśmy do chłopaków (oczywiście, gdy już ten ,,tłum” nastolatek się zszedł jarając się autografami -,-). Amy, jak na kulturę przystało, zapytała się ich, czy może zrobić sobie z nimi zdjęcie. Oczywiście się zgodzili. Pstryknęłam szybko dwie fotki, zauważając przy tym, że są naprawdę przystojni. Podziękowałyśmy i wróciłyśmy na swoje dawne miejsca. 3/5 One Direction znikło za drewnianymi drzwiami.
Znów zapanowała cisza. Słychać było tylko regularne stukanie, gdyż jakaś rudowłosa dziewczyna, okołu dziewiętnastki, stukała wiadomość na komórce. Inne dziewczyny wpatrywały sie w swoje paznocie, lub po prostu z stresu je obgryzały. Było tam też parunastu chłopaków. Stali oparci o ścianę wpatrując się w swoje adidasy. Jakaś starsza kobieta co chwila nuciła kawałek jakieś piosenki (pewnie tej, którą planowała zaśpiewać).
Nagle drewniane drzwi otworzyły się i stanął w nich niski, wąsaty mężczyzna (chyba producent). W lewej ręce trzymał pewną listę, od której nie odrywał wzroku.
- Vanessa Argon – powiedział niskim głosem wyczytując z popisanego papieru.
Więc tak oto zaczęły się castingi do x-factora. Pierwszą uczestniczką została jakaś Vane… Ale zaraz.. Przecież Vanessa Argon to ja! Ja! boże, ja! No, chyba, ze jest tu jakaś inna o tym samym imieniu i nazwisku... Nie, nikt nie wstał. Czyli to jednak o mnie chodzi! Ale...Nie, nie teraz! Serce skakało jak oszalałe. Jak szedł tekst? jak szedł tekst tej piosenki? Wszystkiego zapomniałam! Stres wyżerał mnie od środka. Czemu akurat ja? Czemu ja pośród tych kilkudziesięciu osób? Szczerze nie wiedziałam co zrobić. Chciałam się sprzeciwić, poprosić, by przerzucili mnie na sam koniec - jako ostatnią uczestniczkę. Tylko nie teraz. Nawet się nie rozgrzałam. O nie! Nie rozgrzałam głosu! Wyjdzie fatalnie... 
 Chyba w siebie zwątpiłam...
Spojrzałam pytającym wzrokiem na mamę i Amy. Obie uśmiechnęły się blado i skinęły głowami. Wiec chyba mam iść... Wzięłam głęboki oddech. Obrzuciłam spojrzeniem wszystkich znajdujących się w ,,poczekalni", którzy uważnie się mi przyglądali. Nie mogę się poddać, nie w takim momencie... Zacisnęłam mocno powieki i weszłam za wąsatym mężczyzną do ,,castingowej sali".

-----------------------------------
Czerwonym kolorem będę zaznaczać wydarzenia, które wydarzył się dawno temu :D . 
Czekam na Wasze komentarze <3 :) .