,,Pamiętacie, kiedy byliście małymi
dziećmi i wierzyliście w bajki, marzyliście o tym, jakie będzie wasze życie?
Biała sukienka, książę z bajki, który zaniesie was do zamku na wzgórzu.
Leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w
to wierzyliście. Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki - byli na
wyciągnięcie ręki. Ostatecznie dorastacie. Pewnego dnia otwieracie oczy, a
bajki znikają. Większość ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać,
ale rzecz w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy
nadal chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to
wszystko stanie się prawdą. [...] Pod koniec dnia, wiara to zabawna rzecz.
Pojawia się, kiedy tak naprawdę tego nie oczekujesz. To tak, jakbyś pewnego
dnia odkrył, że baśń może się nieco różnić od twoich wyobrażeń. Zamek, cóż,
może nie być zamkiem. I nie jest ważne "długo i szczęśliwie", ale
"szczęśliwie" teraz. Raz na jakiś czas, człowiek cię zaskoczy, i raz
na jakiś czas człowiek może nawet zaprzeć ci dech w piersiach.
Nie rezygnuj z marzeń, nigdy
nie wiesz, kiedy okażą się potrzebne i nie wiesz, kiedy mogą odmienić
życie."
A więc dzisiaj nadszedł ten dzień. Dzień, w którym wreszcie mogę spełnić
swoje marzenia. Dzień wyczekiwany przeze
mnie od wielu miesięcy… Co ja gadam? Od
wielu lat! Od czasów, kiedy byłam jeszcze dzieckiem.
Tak
naprawdę wszystko zaczęło się, gdy miałam mniej więcej sześć lat. Moje
przedszkole w Basildon
organizowało coroczne przedstawienie z okazji Dnia Matki. Pamiętam do
dziś, jak nasza przedszkolanka wyszukiwała wśród naszej grupki ,, młodych talentów ‘’. Wybrała paru chłopców
i większość dziewczynek (patrz: wszystkich, oprócz mnie). Jak zawsze. Widocznie
nie nadawałam się na ‘aktorkę’ . Siedziałam cicho w koncie, gdy kobieta
tłumaczyła kto na jaką rolę zasłużył. Moja najlepsza przyjaciółka (o niej
później ) skakała z radości, a na jej rumianej twarzyczce zagościł szeroki
uśmiech. Nic dziwnego – jaki dzieciak by tak nie robił? Przecież Amy dostała
główną rolę. Patrzyłam na to z zazdrością. Może faktycznie nie miałam talentu
aktorskiego, ale czy to powód, żeby nie dać sześcioletniemu dziecku choćby
najmniejszej roli? Nie. Te całe przedszkole brało to na poważnie. Całą tą szopce.
Wiecie jak musiałam się czuć? Sama, pośród cieszących się dzieci, które były
doceniane.. Rozglądałam się po sali, gdy
Amy odwróciła głowę i spojrzała prosto w moje oczy. Chyba widziała w nich ból i
smutek (wiem, możecie pomyśleć, że to dziwne, że sześciolatka wie, co to ból i
smutek w oczach. Ale jednak.). Podeszła to przedszkolanki i szepnęła coś do
niej. Starsza kobieta tylko się uśmiechnęła i ruszyła w moim kierunku.
- Podobnie ładne
śpiewasz – zaczęła siadając koło mnie.
Ja? Ładnie śpiewam? Nie wiedziałam co
odpowiedzieć, bo nie miałam pojęcia czy ładnie śpiewam, czy też nie. Nigdy nie
zwracałam na to szczególnej uwagi. Zresztą mało kiedy wykonuję tą czynność – tylko
jakieś krótkie piosenki dla dzieci. Spojrzałam na jej zmarszczoną twarz… Coś
podkusiło mnie, by potwierdzić tą ‘plotkę’. Pewnie dlatego, że chciałam bardzo,
ale to bardzo wystąpić w tym przedstawieniu.
- To wspaniale się
złożyło – rzekła przedszkolanka. W jej smutnych, szarych oczach można było
dostrzec iskierkę nadziei. – Co roku jest organizowane to samo.. Więc w tym
roku wszystkich zaskoczymy wszystkich piosenką! Tak, tak. Jakoś nie zauważyłam
żeby inne dzieci z tego przedszkola posiadały talent do śpiewania. Ale ty? Ty
możesz go jednak mieć..
Spojrzała na mnie i
poklepała po ramieniu. Wstała i podeszła do swojego biurka, po czym wróciła z
kartką na który zapisany był króciutki tekst.
- Za tydzień
przedstawienie. Masz się tego nauczyć. Tylko pamiętaj – musisz ich wszystkich
powalić z nóg! Będziesz naszą małą gwiazdką – zaśmiała się i wróciła do swoich
wcześniejszych obowiązków.
Tak więc cały tydzień
spędziłam na nauce tego tekstu. Gdy przyszedł dzień występu razem z mamą (ojca
już wtedy nie było -,-) wybrałam się na przedstawienie. Moi rówieśnicy odegrali
identyczną scenkę jak co roku. Krótki fragment pewnej, angielskiej opowieści o
dzieciach i ich matce. Oczywiście zakończyło się oklaskami wszystkich
zgromadzonych. Kiedy kobiety miały już zamiar wychodzić, oczywiście dumne ze
swoich pociech, nasza przedszkolanka ogłosiła jeszcze jeden, krótki występ.
Zaciekawione panie wróciły na miejsca.
Ubrana w śliczną, białą
sukieneczkę w różowe kwiatuszki wyszłam na scenę. Wszystkie oczy skierowane
były ku mnie. Odchrząknęłam i wydukałam jakąś specjalna dedykacje dla mojej
matki, która siedziała w drugim rzędzie cała rozpromieniona. Zaczęłam się
kołysać wraz z melodia przygrywaną na starym fortepianie przez naszą
przedszkolankę.
Mommy, mommy, I love you mommy
This is your special day
Flowers and presents
And breakfast in bed
Whatever you wish for
I'll give you instead.
This is your special day
Flowers and presents
And breakfast in bed
Whatever you wish for
I'll give you instead.
Jedyne czego się wtedy bałam,
było to, że źle wypadnę I mama nie będzie ze mnie dumna, jak inne
kobiety z swoich pociech. Ta myśl najbardziej mnie przerażała. Ale gdy
spojrzałam na tą drobną brunetkę szczerzącą się do innych matek i mówiącą ,,To
moje dziecko! Patrzcie”, poczułam nagły przypływ odwagi. Wszystkie obawy
zniknęły. Przyłożyłam mikrofon bardziej do ust.
Mommy, mommy, I love you mommy
No chores for you today
Bear hugs and kisses
To show how I feel
I love you mommy dear
Baking, cooking
Washing and working
Making our house a home
Always helping
Care for my well being
I never feel alone.
No chores for you today
Bear hugs and kisses
To show how I feel
I love you mommy dear
Baking, cooking
Washing and working
Making our house a home
Always helping
Care for my well being
I never feel alone.
Muzyka ucichła, a ja razem z nią. Już koniec.
Spojrzałam na widownie. Kobiety klaskały, a niektóre nawet piszczały. Na
policzku mojej mamy zobaczyłam łzę radości. Lekko się ukłoniłam i pobiegłam
wtulić się w jej ciało. ,,Masz wspaniałą córkę. Pierwszy raz widzę, żeby
sześcioletnie dziecko tak ślicznie zaśpiewało. Nie było słychać choćby
najmniejszego fałszu!”, ,,Rose! Czemu nie mówiłaś, że Vanessa ma tak przecudny
głos? Po prostu złote dziecko!”, ,,Musisz być teraz na pewno dumna. Z takiego
skarba?”. Te i wiele innych komentarzy obsypało moją matkę. Na wszystkie z nich
lekko skinęła głową i dziękowała.
- Mamo – zapytałam. – Czy jesteś ze mnie dumna?
Kobieta spojrzała na mnie wzrokiem pełnym
czułości. Lewym rękawem otarła łzę spływającą po jej policzku.
- Zawsze byłam, głuptasie – odpowiedziała i
mocno mnie przytuliła.
I właśnie tamten dzień zadecydował co chcę robić – chcę
zostać zawodową piosenkarką. Niektórzy mogą pomyśleć, ze to głupie, na pewno
się nie spełni. Ale.. Gdyby wszyscy tak pomyśleli nie było by na świecie
muzyki, bo przecież nie było by piosenkarzy. (patrz: Olly Murs, One Direction, Leona Lewis,
Alexandra Burke i wielu innych). Ja nie zamierzałam się poddawać. Będę walczyć i podążać za marzeniami. Za
wszelką cenę!
Luty 2013. Był pochmurny, zimowy dzień. Wiatr podmuchałam w
moje ciemnobrązowe włosy. Stałam przed wielkim budynkiem w samym centrum w
Londynie. Moje serce skakało jak głupie. Musi
się udać, musi – powtarzałam w myślach. Na
pewno się uda. Muszę dać z siebie wszystko. Poczułam czyjąś rękę na moim
ramieniu
- Chodźmy – powiedziała moja mama,
próbując się przy tym uśmiechnąć, lecz nie wyszło jej to najlepiej. Jej głos
drżał – widać było, że się stresuje. Mocno stresuje. Może nawet bardziej niż
ja.
Spojrzałam na nią, a chwilę później
na moją najlepszą przyjaciółkę – Amy. Potem znów przed siebie i skinęłam głową.
Wszystkie trzy ruszyłyśmy ku ogromnemu budynkowi.
Teraz przyszła chwila na mnie. Mam
kilka minut, by pokazać, że jestem dobra, że dam radę przebić się przez
pozostałych uczestników, że mi zależy, że mam ten talent. Jeśli przejdę ten casting będę już szczęśliwa,
niezależnie czy odpadnę jeszcze przed finałem. Ale ten program to moje
największe marzenie. Gdybym tylko wygrała ten głupi x-factor stałabym się gwiazdą
– prawdziwą, znaną gwiazdą. Nie, nie chodzi mi o sławę. Chcę tylko podzielić
się światem z swoim talentem. Koniec śpiewania w cuchnącym barze – czas na profesjonalne
podejście do tej sprawy. Bo mój głos jest cząstka mnie, bez niego byłabym
nikim. Przynajmniej tak wtedy myślałam…
Stanęłam na środku korytarzu, który
chyba był raczej czymś w stylu poczekalni. Na opartych o pomarańczową ścianę fotelach
siedzieli różni ludzie – zaczynając od nastolatków, kończący na dorosłych.
Wszystkie oczy zwróciły się na mnie, każdy chciał zmierzyć wzrokiem swoją
konkurencje. Nikt nic nie mówił, było żenująco cicho.
Rozejrzałam się po małej ,,poczekalni”.
Nic wielkiego nie przykuwało mojej uwagi, gdy nagle drzwi wejściowe się otworzyły
i ktoś wszedł. Nim zdarzyłam odwrócić się w tę stronę, zauważyłam jak większość
nastolatek wstaje, wpatrując się w tamtą stronę z rozchylonymi ustami. Ich miny
zmieniły się z zamorduję-cię-dziś-w-nocy-jeśli-przejdziesz, na
O-Boże-O-Boze-o-Boże! Amy również odwróciła się i krzyknęła:
- One Direction!
Odwróciłam głowę. W drzwiach stało trzech
chłopaków. Zaraz, zaraz - czy ich nie było pięciu? Czarnowłosy mulat, niski
blondyn i chłopak o orzechowych oczach. Wszyscy uśmiechnięci wszelki pewnym
krokiem do środka. Zaraz… Co oni robią na castingu, skoro zajęli w tym
programie III miejsce, jakieś około 2 lata temu? Wysłałam pytające spojrzenie w
stronę ich fanki (patrz: Amy). Ta
uśmiechnęła się lekko i wyszeptała:
- Zapomniałam Ci powiedzieć…
Wyczytałam gdzieś w Internecie, że mają pojawić się na jednym z castingów do
x-factora. Ale naprawdę nie wiedziałam, że to dzisiaj! A w ogóle to oni
przyszli tylko popatrzeć, Nie będą sędziować.
Kilka nastolatek podbiegło do
chłopaków, wyciągając aparaty i kartki. Super, jeszcze więcej ludzi = jeszcze
więcej stresu.
- Z tego co pamiętam, było ich pięciu..
– mruknęłam. Te dwa lata temu oglądałam jeden z ich występów, chyba ten
finałowy.
- Bo jest ich pięciu.. Ogólnie.. Na
razie widzę tylko Zayna, Nialla i Liama. Może tych dwóch dojdzie później lub po
prostu mają inne sprawy? – spojrzała na mnie i wzruszyła ramionami. - Ale to nie ważne. Czy mogłabyś zrobić mi z
nimi zdjęcie?
Super, ja tu się stresuje przed moim
występem, a ta prosi mnie o zrobienie jej zdjęcia z jakimś tam One Direction.
No, ale cóż. Wyjęłam aparat i razem z Amy podeszłyśmy do chłopaków (oczywiście,
gdy już ten ,,tłum” nastolatek się zszedł jarając się autografami -,-). Amy,
jak na kulturę przystało, zapytała się ich, czy może zrobić sobie z nimi zdjęcie.
Oczywiście się zgodzili. Pstryknęłam szybko dwie fotki, zauważając przy tym, że
są naprawdę przystojni. Podziękowałyśmy i wróciłyśmy na swoje dawne miejsca.
3/5 One Direction znikło za drewnianymi drzwiami.
Znów zapanowała cisza. Słychać było tylko regularne stukanie, gdyż jakaś rudowłosa dziewczyna, okołu dziewiętnastki, stukała wiadomość na komórce. Inne dziewczyny wpatrywały sie w swoje paznocie, lub po prostu z stresu je obgryzały. Było tam też parunastu chłopaków. Stali oparci o ścianę wpatrując się w swoje adidasy. Jakaś starsza kobieta co chwila nuciła kawałek jakieś piosenki (pewnie tej, którą planowała zaśpiewać).
Nagle drewniane drzwi otworzyły się i stanął w nich niski, wąsaty mężczyzna (chyba producent). W lewej ręce trzymał pewną listę, od której nie odrywał wzroku.
Nagle drewniane drzwi otworzyły się i stanął w nich niski, wąsaty mężczyzna (chyba producent). W lewej ręce trzymał pewną listę, od której nie odrywał wzroku.
- Vanessa Argon – powiedział niskim głosem wyczytując z popisanego papieru.
Więc tak oto zaczęły się castingi do
x-factora. Pierwszą uczestniczką została jakaś Vane… Ale zaraz.. Przecież
Vanessa Argon to ja! Ja! boże, ja! No, chyba, ze jest tu jakaś inna o tym samym imieniu i nazwisku... Nie, nikt nie wstał. Czyli to jednak o mnie chodzi! Ale...Nie, nie teraz! Serce skakało jak oszalałe. Jak szedł tekst? jak szedł tekst tej piosenki? Wszystkiego zapomniałam! Stres wyżerał mnie od środka. Czemu akurat ja? Czemu ja pośród tych kilkudziesięciu osób? Szczerze nie wiedziałam co zrobić. Chciałam się sprzeciwić, poprosić, by przerzucili mnie na sam koniec - jako ostatnią uczestniczkę. Tylko nie teraz. Nawet się nie rozgrzałam. O nie! Nie rozgrzałam głosu! Wyjdzie fatalnie...
Chyba w siebie zwątpiłam...
Spojrzałam pytającym wzrokiem na mamę i Amy. Obie uśmiechnęły się blado i skinęły głowami. Wiec chyba mam iść... Wzięłam głęboki oddech. Obrzuciłam spojrzeniem wszystkich znajdujących się w ,,poczekalni", którzy uważnie się mi przyglądali. Nie mogę się poddać, nie w takim momencie... Zacisnęłam mocno powieki i weszłam za wąsatym mężczyzną do ,,castingowej sali".
Chyba w siebie zwątpiłam...
Spojrzałam pytającym wzrokiem na mamę i Amy. Obie uśmiechnęły się blado i skinęły głowami. Wiec chyba mam iść... Wzięłam głęboki oddech. Obrzuciłam spojrzeniem wszystkich znajdujących się w ,,poczekalni", którzy uważnie się mi przyglądali. Nie mogę się poddać, nie w takim momencie... Zacisnęłam mocno powieki i weszłam za wąsatym mężczyzną do ,,castingowej sali".
-----------------------------------
Czerwonym kolorem będę zaznaczać wydarzenia, które wydarzył się dawno temu :D .
Czekam na Wasze komentarze <3 :) .
Bardzo dobry rozdział :) Podoba mi się Twoje podejście do tej historii. Mimo że to dopiero pierwszy rozdział, już zdążyłam polubić główną bohaterkę :D Nie mogę się doczekać jej spotkania z 1D i rozwinięcia wątku zazdrości Harrego! Brawo (:
OdpowiedzUsuńZgadzam się z panią powyżej :D
OdpowiedzUsuńJuż mi się podoba :)