Aktualności:

Aktualności:
14.04.13r, 22;23.

♥ Dodałam nowy rozdział :)

wtorek, 12 marca 2013

Rozdział III . ''Hall of Fame'' .



       

            - Opowiesz nam wreszcie co tam się wydarzyło? – zapytała  moja blond włosa przyjaciółka z nutką niecierpliwości w głosie. Obróciłam się i spojrzałam w jej błękitne oczy posyłając delikatny uśmiech. Nie miałam ochoty opowiadać tego. Nie teraz. Amy nie rzuciła nic typu ,,No mów, bo jesteśmy ciekawe”. Usłyszałam jedynie jej lekkie westchnięcie.
            Szłam pierwsza. Po moich włosach spływały kropelki deszczy, podobnie jak po policzkach. Ale nie przeszkadzało mi to.  Ważne było teraz, by jak najszybciej dojść do ów budynku, w którym odbywały się castingi, poczekać na wyniki, a potem płakać – ze szczęścia, gdybym przeszła, lub ze smutku, gdybym nie przeszła. Rozmowa z Niallem oświeciła mnie. Przecież nie po to śpiewałam od najmłodszych lat i trenowałam występy przed publicznością, żeby teraz poddać się z powodu jakiegoś głupiego mikrofonu. Przecież każdemu mogło się to wydarzyć. Chyba..
            Z każdym krokiem serce waliło mi coraz mocniej. Gdzieś z tyłu słyszałam nierówne kroki matki i Amy, które co chwila podbiegały, by mnie dogonić. Szłam szybko. Droga do budynku wydawała się nie mieć końca. Jak to możliwe, że gdy zaledwie pół godziny temu z niego wychodziłam droga była krótsza? A może tak mi się tylko wydawało? Świat oszalał, a ja razem z nim, to jedyne wytłumaczenie.
            Doszłam. Moje serce waliło do granic możliwości. Gwałtownie zahamowałam. Moje oczy podniosły się ukazując wielki, biały budynek. Było tak, jak stałam tu kilkadziesiąt minut temu – tyle, że wtedy pogoda nie była taka okropna. Zacisnęłam rękę matki. Poczułam jej wzrok na mnie, ale nie spojrzałam w jej stronę. Patrzyłam wprost przed siebie . Wiedziałam, że trzeba tam wejść. Tylko co później? Czy pozostali uczestniczy będą się gapić na mnie znienawidzonym wzrokiem, a ci sędziowie uznają mnie za wariatkę? Możliwe. Możliwe, ale trzeba spróbować.
            Chwiejnym krokiem doszłam do drzwi budynku. Powoli zaczynałam je otwierać. Nie wiem czy to najlepszy pomysł, może lepiej odejść? Mętlik w głowie – pójść czy zostać? Przypomniał mi się Niall.. Obiecałam mu..
Weszłam.
W poczekalni panowała luźna atmosfera. Uczestnicy rozmawiali między sobą, śmiali się, wymieniali poglądami na temat castingu, nieliczni czytali też gazety czy słuchali muzyki. Zupełnie inaczej niż te pół godziny temu, gdzie panowała zupełna cisza, a ludzie pożerali się wzrokami. Jak to możliwe? Może pomyliłam budynki? Amy również patrzała na to z miną: WTF? Większość spojrzało na mnie na sekundę, a później wracało do rozmowy. Niektórzy nawet uśmiechali się ciepło. Nic. Kompletnie nic nie rozumiałam.
Usiadłam na pierwszym lepszym krześle, jak się okazało, koło jakiegoś nastolatka. Na szczęście pozostałe dwa krzesła po mojej lewej stronie były wolne, więc zajęły je Amy i moja mama.  Nie wiedziałam czy castingi już się skończyły, czy może kolejny uczestnik śpiewa w sali obok. Ale to było nieważne. Miałam większy problem na głowie – czy się dostanę czy nie, czy moje największe marzenie się spełni, czy dam radę przezwyciężyć stres, co jak na razie nie wychodziło za dobrze. Jak na tamtą chwile musiałam się pozbyć myśli o tych problemach bardziej niż kiedykolwiek. Ale co pomaga człowiekowi zapomnieć o wszystkich, otaczających go troskach?  Odpowiedź jest jedna: muzyka. Tak więc wyjęłam z torebki słuchawki, podłączyłam do telefonu i  nałożyłam na uszy. Dałam na losowe przełączanie. Do moich uszu dobiegła znana mi piosenka:
 
Yeah, you can be the greatest
You can be the best
You can be the king kong banging on your chest

You can beat the world
You can beat the war
You can talk to God, go banging on his door

You can throw your hands up
You can beat the clock
You can move a mountain
You can break rocks
You can be a master
Don’t wait for luck
Dedicate yourself and you gonna find yourself

Standing in the Hall of Fame
And the world’s gonna know your name
Cause you burn with the brightest flame
And the world’s gonna know your name
And you’ll be on the walls of the Hall of Fame

(Możesz być najwspanialszy
Możesz być najlepszy
Możesz być king kongiem, bijącym się po klatce piersiowej

Możesz pobić świat
Możesz wygrać wojnę
Możesz rozmawiać z Bogiem, iść walić w jego drzwi

Możesz wyrzucić w górę swoje ręce
Możesz wygrać walkę z czasem
Możesz przenosić góry
Możesz rozbijać kamienie
Możesz być mistrzem
Nie czekaj na szczęście
Poświęć się, a odnajdziesz siebie

Stojącego w sali sławy
I świat będzie znał Twoje imię
Bo palisz się najjaśniejszym płomieniem
I świat będzie znał Twoje imię
I będziesz na ścianach sali sławy)

            Śpiewałam pod nosem ową piosenkę kołysząc się w jej rytm. Słowa idealnie pasowały do mojej sytuacji. Tak, mogę. Ale czy się uda? No cóż, trzeba spróbować.
            - Masz niesamowity głos – usłyszałam szept do mojego ucha. Kompletnie zdezorientowana umilkłam i spojrzałam w stronę, z której wydobył się głos. Tuz obok mnie siedział pewien chłopak. Mógł mień najwyżej z dziewiętnaście lat. Bursztynowe włosy sterczały we wszystkie strony, ale nie wyglądało to jakoś niechlujnie. Wręcz przeciwnie – do twarzy mu z nimi było. Piwne oczy spoglądały prosto w moje, a kąciki cienkich ust powędrowały do góry. Nie zaprzeczam – chłopak był przystojny. Ale chyba nie po to tu przyszłam?
            - Słucham? – zapytałam, chodź dobrze wiedziałam co powiedział.
            - Mówię, że masz…
            - Wiem co powiedziałeś – przerwałam mu. Chłopak spojrzał na mnie jak na wariatkę. Eh.. No tak, bo tak się zachowałam. Nie wiem czemu tak powiedziałam. Pewnie dlatego, ze nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć. Nie bardzo byłam przyzwyczajona do tego, ze jakiś chłopak mnie zagaduje, raczej częściej patrzałam jak Amy musi ich spławiać.
            - Spodziewałem się raczej jakieś odpowiedzi typu ,,dziękuje” – zaśmiał się, pokazując szereg prostych, białych zębów. Zdjęłam słuchawki i również uśmiechnęłam się szeroko.
            - No tak. Dziękuję za twój komplement. – odpowiedziałam z lekkim sarkazmem.
            - David – powiedział wyciągając rękę w moim kierunku.
            - Vanessa – uścisnęłam dłoń. Chłopak zmarszczył czoło, zastanawiając się nad czymś.
            - Vanessa… Hm… czekaj, czy ty nie jesteś tą dziewczyną, która wybiegła z tej sali? – zapytał wskazując na drewniane drzwi. Zrobiłam się czerwona jak burak. Tak, ja jestem tą dziewczyną. Lepiej? Skinęłam lekko głową i odwróciłam twarz w drugą stronę, z dwóch powodów –  1: nie chciałam, żeby chłopak zobaczył mojego ‘buraka’, 2: nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Chyba będę przedstawiała się jako Violetta czy coś, bo nie mam ochoty słuchać tych komentarzy. Założyłam z powrotem słuchawki na uszy, by przenieś się do mojego światu.
You can go the distance
You can run the mile
You can walk straight through hell with a smile

You could be the hero
You could get the gold
Breaking all the records they thought never could be broke

Do it for your people
Do it for your pride
How are you ever gonna know if you never even try.

(Możesz przejść odległość
Możesz przebiec milę
Możesz przejść przez piekło z uśmiechem na twarzy

Możesz być bohaterem
Możesz zdobyć złoto
Bijąc wszystkie te rekordy, które były uznawane za nie do pobicia

Zrób to dla swoich ludzi
Zrób to dla swojej dumy
Jak kiedykolwiek się dowiesz, jeśli nigdy nawet nie spróbujesz?)

            - Mogę? – usłyszałam znów głos brązowookiego. Czy on zawsze taki jest? Taki… Eh, wciska się wszędzie. Czy nie może przez chwilę się zamknąć? (patrz: do końca dzisiejszego dnia, bo później, miejmy nadzieje, go nie spotkam).
            - Słucham? – powtórka z przed kilku minut. Ale tym razem zrobiłam to umyślnie. Miałam nadzieję, że powie ,,nic” i odwróci głowę zostawiając mnie w spokoju. Ale jednak nie. Był zbyt upierdliwy.
            - Słuchawki. Mogę słuchawki?
            - Po co?
            Znów spojrzał na mnie jak na wariatkę. Jego mina była bezcenna. Gdyby nie to, że stresowałam się wynikami, pewno pękłabym ze śmiechu.
            - Chciałbym zobaczyć czego słuchasz? – powiedział, a raczej zapytał. Zapytał z ironią w głosie. No, nie dość, że upierdliwy to i chamski. Przez chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią. Dać te słuchawki czy nie? Na chwilę przynajmniej, niech tylko sprawdzi czego słucham i odda mi je…
            Zdjęłam je i podałam chłopakowi. Spojrzałam na niego trochę niepewnie. Nie lubiłam dawać obcym ludziom czegoś, co jest dla mnie cenne. A te słuchawki były. Zwłaszcza, że dostałam je od ojca. David przyjął je z uśmiechem na twarzy i założył. Przez chwilę śpiewał tzn bezdźwięcznym głosem.
            - Hall of fame… Uwielbiam tę piosenkę – oznajmił. Tak, jakby mnie to obchodziło. Dave zaczął lekko, prawie niezauważalnie kołysać się w rytm piosenki i cicho śpiewał słowa, tak, że tylko osoba siedząca najbliżej niego mogła usłyszeć jego głos. Tą osobą byłam ja. Chłopak miał naprawdę ładny głos. Moim pierwszym skojarzeniem było: Bruno Mars. Podobny głos. Bardzo podobny. Wręcz identyczny. Gdy ten przyjemny dźwięk dochodził do moich uszu czułam, jak ciepło ogrzewa moje ciało. Dziwne, nie? Zamknęłam oczy. Wsłuchując się w jego głos. Nie spodziewałam się, że David tak śpiewa. Gdybym miała jego płytę pewnie puszczałabym na cały regulator. Poważnie. Ale był też jeden, maleńki minus jego głosu – konkurencja. On na pewno przejdzie. Co do tego nie miałam wątpliwości. Ale gdyby okazało się, że reszta uczestników potrafi tak śpiewać, nie miałabym najmniejszych szans. Nie po tym incydencie z mikrofonem.
            Moje ciało napełniła fala ciepła. Stres powoli znikał – tak właśnie działała muzyka. Ale jak to jest – każda piosenka się kiedyś kończy. Dave śpiewał coraz ciszej i ciszej, aż wreszcie zamilkł. Uśmiechnął się do mnie i oddał słuchawki. Powiedziałabym mu coś typu ,,masz śliczny głos.”, ale nie zamierzałam sprawić mu tej satysfakcji. W końcu to moja konkurencja.
            - Dzięki – mruknęłam chwytając mój skarb i chowając do kieszeni.
            - To ja dzięk…
            Przerwał. Ale nie tylko on. Wszyscy umilkli. Zrobiło się tak cicho, jak wtedy, gdy przyszłam tu po raz pierwszy (dziwnie to brzmi, bo było to również dzisiaj o.O).
            Drewniane drzwi otworzyły się i  stanął w nich wąsaty mężczyzna, a za nim dwóch pozostałych sędziów i trzej chłopcy z one Direction. Liam i Niall zauważyli mnie i szeroko się uśmiechnęli. Odwzajemniłam uśmiech czując na sobie wzrok Davida. Gapił się na mnie. Ehh -,- . Po chwili również i Zayn odszukał mnie wśród uczestników i uśmiechnął się. Czemu oni akurat do mnie się tak szczerzą? Jest tu tyle dziewczyn, które przesłuchiwali, a oni wyglądają jakby znali mnie już przynajmniej z kilka miesięcy. Ale ich zachowanie mi nie przeszkadzało. Nawet miło było widzieć, że ktoś się tobą interesuje.
            Wąsaty mężczyzna poprawił okulary-połówki i zagłębił się w cichym czytaniu swojej listy, by sprawdzić, czy wszystko się zgadza. Nikt niestety nie zdołał usłyszeć jakie nazwiska znajdują się na liście. Jeszcze trochę. Jeszcze trochę trzeba poczekać.
            - Na początku chcieliśmy podziękować wszystkim za przybycie – zaczął znudzonym głosem. Rzygać mi się już chciało jak go słyszałam. Ale trzeba wytrzymać. – Cenimy wasze poświęcenie, bo jak zauważyliśmy, wiele z was przybywa z daleka. Cieszymy się, że tak licznie was przybyło – bla, bla, bla… Nudna gadka. Nie słuchałam co mówił, przyglądałam się, kiedy spojrzy na listę i zacznie wyczytywać nazwiska.. oczywiście jakieś urywki jego gadki do mnie dochodziły. Zwłaszcza, jak mówił, że wiele z uczestników ma naprawdę talent. Konkurencja.. No tak, ale czego ja się miałam spodziewać> ze do muzycznego programy przyjdą ludzie, którzy nie potrafią śpiewać? Wąsaty pieprzył różne rzeczy przez jakieś kilka, może kilkanaście minut, po czym wręczył listę Liamowi Paynowi, mówiąc, ze to on odczyta nazwiska osób, które przejdą dalej.
            Zamarłam. Trzymałam kciuki pod kolanami. Niech wyczyta moje nazwisko, proszę.
            Chłopak stanął przed sędziami i chłopakami z zespołu. Jego orzechowe oczy powędrowały po całej Sali, bacznie przyglądając się każdemu uczestnikowi.
            - Do programu x-factor dostali się najlepsi. Najlepsi z okolic Londynu, oczywiście – mówił poważnym tonem. Eh, chociaż on mógłby podarować sobie tę gadkę.. – Kolejność nazwisk, które przeczytał będzie przypadkowa. A więc – wziął głęboki oddech. A pół uczestników razem z nim, reszta, w tym ja, wstrzymaliśmy oddech. Czułam jak pocą mi się ręce, a sera biło, biło – coraz szybciej coraz mocniej. – DAVID STEEL – wyczytał Liam. David? Czy to ten chłopak, który siedzi koło mnie? Tak, to był on, na jego twarzy pojawił się najszerszy uśmiech jaki w życiu widziałam.
            - Gratulacje – mruknęłam do niego. Chciałam żeby to zabrzmiało sztucznie, z ironią, ale wyszło inaczej – wyszło szczere. Mózgu?! Czemu mi to robisz? Chyba nie uważasz, że zasłużył? Zastanowiłam się. Nie zajęło mi to wiele czasu, gorzej z przyznaniem się do błędu. Bo on zasłużył. Byłam pewna, że mimo jego upierdliwego charakteru, nie był aż taki zły. Zasłużył... Słyszałam jego głos i wiem, że przeszedł nie bez powodu.
Dave tylko skinął głową. Tak się cieszył, ze nie potrafił wypowiedzieć żadnego słowa. Mimowolnie uśmiechnęłam się.  Jedynie co mnie zaciekawiło to to, że chłopak nadal siedział na swoim miejscu. Nie podeszła do niego żadna osoba. Czyżby przyszedł tu sam? Bez rodziny, znajomych? Taki uśmiechnięty David wyglądał raczej sympatycznie. Uznałam, że nie będę traktować go jak konkurencje. Może nawet się zaprzyjaźnimy? Kto wie?
- ALICE ATWOOD – powiedział Payne. Z drugiego końca pokoju wstała jakaś starsza, rudowłosa kobieta. Po jej pulchnych policzkach poleciały łzy. – MARTIN BLACK – wyczytał chłopak, po czym po sali rozległ się pisk szczęścia wydobywający się z niskiego chłopaka. Spokojnie, Van, dopiero trzy osoby… Uspokajałam się. Ale im więcej osób wyczytywał Liam, tym bardziej się stresowałam.
- Nie martw się tak – powiedział David, który zdążył się już opanować z emocji. Tak, łatwo mu było mówić, on przeszedł, już wie, że jest w programie x-factor. Położył rękę na moim ramieniu i szepnął do ucha – słyszałem twój głos. Nie masz się czego obawiać, przejdziesz na pewno. – Po moim ciele przebiegł przyjemny dreszcz, a kiedy odsuwał twarz z powrotem ogarnęła mnie chęć bycia bliżej chłopaka. Chwila.. CO? O czym ja myślę?
- VANESSA ARGON – wyczytał Liam , a jego oczu automatycznie spoglądnęły na mnie. CO? Wygrałam? Wygrałam! Przeszłam! Dostałam się do x-factor!
Sowo ‘radość’ to w tamtym momencie było za mało. Nie było słowa, które mogło określić jaka byłam szczęśliwa. To było jak dobry sen, jak najlepszy sen w moim życiu. Ale jednym się różniło – było naprawdę. To się działo naprawdę – tu i teraz. To co się działo w mojej głowie było nie do opisania. Wszystkie troski zniknęły, została sama radość. Nikt, po prostu nikt nie mógł zepsuć mi tej chwili.
Poczułam słoną ciesz spływającą po moich policzkach. Spojrzałam na mamę. Wstała i przybliżyła się do mnie, po czym mocno przytuliła. Była szczęśliwa, a ja chciałam jej podziękować za wszystko – że we mnie wierzyła, że wytrzymywała moje głośnie śpiewanie kilka godzin dziennie, ze nigdy, przenigdy we mnie nie zwątpiła, że zawsze była obok mnie, ze mnie wspierała. Chciałam to powiedzieć, ale gdy tylko otworzyłam buzie, słone łzy wpadły do niej, tak, że o mało się nimi nie zakrztusiłam.
Wtulałam się w ciało matki. Moje nozdrza wyczuwały słodki zapach jej perfum, a niewyraźny od łez wzrok, mógł zobaczyć końcówki jej czarnych włosów. Przytulałam ją jak najmocniej umiałam. Zimna ciecz przeszła na jej zielonkawy sweter.
- Dziękuje – wyszeptałam.
Choć nie widziałam jej twarzy, wiedziałam, że matka się uśmiecha. Ucałowałam ją w jasno-różowe policzki i niechętnie odsunęłam się. Do moich uszu dotarło kolejne nazwisko jakieś osoby, ale nie bardzo się tym interesowałam. Matka zrobiła krok w lewo ustępując miejsca Amy. Blond włosa przyjaciółka uśmiechnęła się szeroko i mocno przytuliła.
Po tym dniu wiedziałam jedno – marzenia się spełniają. Trzeba tylko mocno wierzyć i nigdy nie poddawać się.
Spojrzałam na Nialla. On również na mnie spojrzał, tak, że dokładnie widziałam jego niebieskie tęczówki. Uśmiechnęliśmy się do siebie. On pewnie nie wiedział jak bardzo byłam mu wdzięczna za to, że nie pozwolił mi zrezygnować, kazał walczyć do końca.
- Dziękuje Niall – szepnęłam niemal bezdźwięcznie wiedząc, że i tak chłopak stoi za daleko, żeby to usłyszeć. Posłałam mu najszerszy uśmiech jaki tylko potrafiłam z siebie wydobyć i znów wtuliłam się w ciało Amy. Kątem oka dostrzegłam jak David uśmiecha się w moją stronę.
Czy świat może być piękniejszy?
Najgorszy dzień w moim życiu okazał się najlepszym.
Niemożliwe stało się możliwym.

3 komentarze:

  1. Aww,świetne <3
    Czekam na następny rozdział,bo mam wielki niedosyt :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! :) Kiedy mogę spodziewać się następnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :D .
      Rozdzialu? Prawdopodobnie weekend ;) ,

      Usuń