- Opowiesz nam wreszcie co tam się
wydarzyło? – zapytała moja blond włosa
przyjaciółka z nutką niecierpliwości w głosie. Obróciłam się i spojrzałam w jej
błękitne oczy posyłając delikatny uśmiech. Nie miałam ochoty opowiadać tego.
Nie teraz. Amy nie rzuciła nic typu ,,No mów, bo jesteśmy ciekawe”. Usłyszałam
jedynie jej lekkie westchnięcie.
Szłam pierwsza. Po moich włosach
spływały kropelki deszczy, podobnie jak po policzkach. Ale nie przeszkadzało mi
to. Ważne było teraz, by jak najszybciej
dojść do ów budynku, w którym odbywały się castingi, poczekać na wyniki, a
potem płakać – ze szczęścia, gdybym przeszła, lub ze smutku, gdybym nie
przeszła. Rozmowa z Niallem oświeciła mnie. Przecież nie po to śpiewałam od
najmłodszych lat i trenowałam występy przed publicznością, żeby teraz poddać
się z powodu jakiegoś głupiego mikrofonu. Przecież każdemu mogło się to
wydarzyć. Chyba..
Z każdym krokiem serce waliło mi
coraz mocniej. Gdzieś z tyłu słyszałam nierówne kroki matki i Amy, które co
chwila podbiegały, by mnie dogonić. Szłam szybko. Droga do budynku wydawała się
nie mieć końca. Jak to możliwe, że gdy zaledwie pół godziny temu z niego
wychodziłam droga była krótsza? A może tak mi się tylko wydawało? Świat
oszalał, a ja razem z nim, to jedyne wytłumaczenie.
Doszłam. Moje serce waliło do granic
możliwości. Gwałtownie zahamowałam. Moje oczy podniosły się ukazując wielki,
biały budynek. Było tak, jak stałam tu kilkadziesiąt minut temu – tyle, że
wtedy pogoda nie była taka okropna. Zacisnęłam rękę matki. Poczułam jej wzrok
na mnie, ale nie spojrzałam w jej stronę. Patrzyłam wprost przed siebie .
Wiedziałam, że trzeba tam wejść. Tylko co później? Czy pozostali uczestniczy
będą się gapić na mnie znienawidzonym wzrokiem, a ci sędziowie uznają mnie za
wariatkę? Możliwe. Możliwe, ale trzeba spróbować.
Chwiejnym krokiem doszłam do drzwi
budynku. Powoli zaczynałam je otwierać. Nie
wiem czy to najlepszy pomysł, może lepiej odejść? Mętlik w głowie – pójść
czy zostać? Przypomniał mi się Niall.. Obiecałam mu..
Weszłam.
W poczekalni panowała luźna atmosfera. Uczestnicy rozmawiali
między sobą, śmiali się, wymieniali poglądami na temat castingu, nieliczni
czytali też gazety czy słuchali muzyki. Zupełnie inaczej niż te pół godziny
temu, gdzie panowała zupełna cisza, a ludzie pożerali się wzrokami. Jak to
możliwe? Może pomyliłam budynki? Amy również patrzała na to z miną: WTF? Większość spojrzało na mnie na
sekundę, a później wracało do rozmowy. Niektórzy nawet uśmiechali się ciepło.
Nic. Kompletnie nic nie rozumiałam.
Usiadłam na pierwszym lepszym krześle, jak się okazało, koło
jakiegoś nastolatka. Na szczęście pozostałe dwa krzesła po mojej lewej stronie
były wolne, więc zajęły je Amy i moja mama.
Nie wiedziałam czy castingi już się skończyły, czy może kolejny uczestnik
śpiewa w sali obok. Ale to było nieważne. Miałam większy problem na głowie –
czy się dostanę czy nie, czy moje największe marzenie się spełni, czy dam radę
przezwyciężyć stres, co jak na razie nie wychodziło za dobrze. Jak na tamtą
chwile musiałam się pozbyć myśli o tych problemach bardziej niż kiedykolwiek.
Ale co pomaga człowiekowi zapomnieć o wszystkich, otaczających go
troskach? Odpowiedź jest jedna: muzyka.
Tak więc wyjęłam z torebki słuchawki, podłączyłam do telefonu i nałożyłam na uszy. Dałam na losowe
przełączanie. Do moich uszu dobiegła znana mi piosenka:
Yeah, you can be the greatest
You can be the best
You can be the king kong banging on your chest
You can beat the world
You can beat the war
You can talk to God, go banging on his door
You can throw your hands up
You can beat the clock
You can move a mountain
You can break rocks
You can be a master
Don’t wait for luck
Dedicate yourself and you gonna find yourself
Standing in the Hall of Fame
And the world’s gonna know your name
Cause you burn with the brightest flame
And the world’s gonna know your name
And you’ll be on the walls of the Hall of Fame
(Możesz być najwspanialszy
Możesz być najlepszy
Możesz być king kongiem, bijącym się po klatce piersiowej
Możesz pobić świat
Możesz wygrać wojnę
Możesz rozmawiać z Bogiem, iść walić w jego drzwi
Możesz wyrzucić w górę swoje ręce
Możesz wygrać walkę z czasem
Możesz przenosić góry
Możesz rozbijać kamienie
Możesz być mistrzem
Nie czekaj na szczęście
Poświęć się, a odnajdziesz siebie
Stojącego w sali sławy
I świat będzie znał Twoje imię
Bo palisz się najjaśniejszym płomieniem
I świat będzie znał Twoje imię
I będziesz na ścianach sali sławy)
Możesz być najlepszy
Możesz być king kongiem, bijącym się po klatce piersiowej
Możesz pobić świat
Możesz wygrać wojnę
Możesz rozmawiać z Bogiem, iść walić w jego drzwi
Możesz wyrzucić w górę swoje ręce
Możesz wygrać walkę z czasem
Możesz przenosić góry
Możesz rozbijać kamienie
Możesz być mistrzem
Nie czekaj na szczęście
Poświęć się, a odnajdziesz siebie
Stojącego w sali sławy
I świat będzie znał Twoje imię
Bo palisz się najjaśniejszym płomieniem
I świat będzie znał Twoje imię
I będziesz na ścianach sali sławy)
Śpiewałam pod nosem ową
piosenkę kołysząc się w jej rytm. Słowa idealnie pasowały do mojej sytuacji.
Tak, mogę. Ale czy się uda? No cóż, trzeba spróbować.
- Masz niesamowity głos –
usłyszałam szept do mojego ucha. Kompletnie zdezorientowana umilkłam i
spojrzałam w stronę, z której wydobył się głos. Tuz obok mnie siedział pewien
chłopak. Mógł mień najwyżej z dziewiętnaście lat. Bursztynowe włosy sterczały
we wszystkie strony, ale nie wyglądało to jakoś niechlujnie. Wręcz przeciwnie –
do twarzy mu z nimi było. Piwne oczy spoglądały prosto w moje, a kąciki
cienkich ust powędrowały do góry. Nie zaprzeczam – chłopak był przystojny. Ale
chyba nie po to tu przyszłam?
- Słucham? – zapytałam,
chodź dobrze wiedziałam co powiedział.
- Mówię, że masz…
- Wiem co powiedziałeś –
przerwałam mu. Chłopak spojrzał na mnie jak na wariatkę. Eh.. No tak, bo tak
się zachowałam. Nie wiem czemu tak powiedziałam. Pewnie dlatego, ze nie miałam
pojęcia co mu odpowiedzieć. Nie bardzo byłam przyzwyczajona do tego, ze jakiś
chłopak mnie zagaduje, raczej częściej patrzałam jak Amy musi ich spławiać.
- Spodziewałem się raczej
jakieś odpowiedzi typu ,,dziękuje” – zaśmiał się, pokazując szereg prostych,
białych zębów. Zdjęłam słuchawki i również uśmiechnęłam się szeroko.
- No tak. Dziękuję za twój
komplement. – odpowiedziałam z lekkim sarkazmem.
- David – powiedział
wyciągając rękę w moim kierunku.
- Vanessa – uścisnęłam
dłoń. Chłopak zmarszczył czoło, zastanawiając się nad czymś.
- Vanessa… Hm… czekaj, czy
ty nie jesteś tą dziewczyną, która wybiegła z tej sali? – zapytał wskazując na
drewniane drzwi. Zrobiłam się czerwona jak burak. Tak, ja jestem tą dziewczyną. Lepiej? Skinęłam lekko głową i
odwróciłam twarz w drugą stronę, z dwóch powodów – 1: nie chciałam, żeby chłopak zobaczył mojego
‘buraka’, 2: nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Chyba będę przedstawiała się jako Violetta czy coś, bo nie mam ochoty
słuchać tych komentarzy. Założyłam z powrotem słuchawki na uszy, by
przenieś się do mojego światu.
You can go
the distance
You can run the mile
You can walk straight through hell with a smile
You could be the hero
You could get the gold
Breaking all the records they thought never could be broke
Do it for your people
Do it for your pride
How are you ever gonna know if you never even try.
You can run the mile
You can walk straight through hell with a smile
You could be the hero
You could get the gold
Breaking all the records they thought never could be broke
Do it for your people
Do it for your pride
How are you ever gonna know if you never even try.
(Możesz przejść odległość
Możesz przebiec milę
Możesz przejść przez piekło z uśmiechem na twarzy
Możesz być bohaterem
Możesz zdobyć złoto
Bijąc wszystkie te rekordy, które były uznawane za nie do pobicia
Zrób to dla swoich ludzi
Zrób to dla swojej dumy
Jak kiedykolwiek się dowiesz, jeśli nigdy nawet nie spróbujesz?)
Możesz przebiec milę
Możesz przejść przez piekło z uśmiechem na twarzy
Możesz być bohaterem
Możesz zdobyć złoto
Bijąc wszystkie te rekordy, które były uznawane za nie do pobicia
Zrób to dla swoich ludzi
Zrób to dla swojej dumy
Jak kiedykolwiek się dowiesz, jeśli nigdy nawet nie spróbujesz?)
- Mogę? – usłyszałam znów głos brązowookiego.
Czy on zawsze taki jest? Taki… Eh, wciska się wszędzie. Czy nie może przez
chwilę się zamknąć? (patrz: do końca dzisiejszego dnia, bo później, miejmy
nadzieje, go nie spotkam).
- Słucham? – powtórka z przed kilku
minut. Ale tym razem zrobiłam to umyślnie. Miałam nadzieję, że powie ,,nic” i
odwróci głowę zostawiając mnie w spokoju. Ale jednak nie. Był zbyt upierdliwy.
- Słuchawki. Mogę słuchawki?
- Po co?
Znów spojrzał na mnie jak na
wariatkę. Jego mina była bezcenna. Gdyby nie to, że stresowałam się wynikami,
pewno pękłabym ze śmiechu.
- Chciałbym zobaczyć czego słuchasz?
– powiedział, a raczej zapytał. Zapytał z ironią w głosie. No, nie dość, że
upierdliwy to i chamski. Przez chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią. Dać te
słuchawki czy nie? Na chwilę przynajmniej, niech tylko sprawdzi czego słucham i
odda mi je…
Zdjęłam je i podałam chłopakowi.
Spojrzałam na niego trochę niepewnie. Nie lubiłam dawać obcym ludziom czegoś,
co jest dla mnie cenne. A te słuchawki były. Zwłaszcza, że dostałam je od ojca.
David przyjął je z uśmiechem na twarzy i założył. Przez chwilę śpiewał tzn
bezdźwięcznym głosem.
- Hall of fame… Uwielbiam tę piosenkę – oznajmił. Tak, jakby mnie to obchodziło. Dave
zaczął lekko, prawie niezauważalnie kołysać się w rytm piosenki i cicho śpiewał
słowa, tak, że tylko osoba siedząca najbliżej niego mogła usłyszeć jego głos.
Tą osobą byłam ja. Chłopak miał naprawdę ładny głos. Moim pierwszym
skojarzeniem było: Bruno Mars. Podobny głos. Bardzo podobny. Wręcz identyczny.
Gdy ten przyjemny dźwięk dochodził do moich uszu czułam, jak ciepło ogrzewa
moje ciało. Dziwne, nie? Zamknęłam oczy. Wsłuchując się w jego głos. Nie
spodziewałam się, że David tak śpiewa. Gdybym miała jego płytę pewnie
puszczałabym na cały regulator. Poważnie. Ale był też jeden, maleńki minus jego
głosu – konkurencja. On na pewno przejdzie. Co do tego nie miałam wątpliwości.
Ale gdyby okazało się, że reszta uczestników potrafi tak śpiewać, nie miałabym
najmniejszych szans. Nie po tym incydencie z mikrofonem.
Moje ciało napełniła fala ciepła.
Stres powoli znikał – tak właśnie działała muzyka. Ale jak to jest – każda
piosenka się kiedyś kończy. Dave śpiewał coraz ciszej i ciszej, aż wreszcie
zamilkł. Uśmiechnął się do mnie i oddał słuchawki. Powiedziałabym mu coś typu
,,masz śliczny głos.”, ale nie zamierzałam sprawić mu tej satysfakcji. W końcu
to moja konkurencja.
- Dzięki – mruknęłam chwytając mój
skarb i chowając do kieszeni.
- To ja dzięk…
Przerwał. Ale nie tylko on. Wszyscy
umilkli. Zrobiło się tak cicho, jak wtedy, gdy przyszłam tu po raz pierwszy
(dziwnie to brzmi, bo było to również dzisiaj o.O).
Drewniane drzwi otworzyły się i stanął w nich wąsaty mężczyzna, a za nim
dwóch pozostałych sędziów i trzej chłopcy z one Direction. Liam i Niall
zauważyli mnie i szeroko się uśmiechnęli. Odwzajemniłam uśmiech czując na sobie
wzrok Davida. Gapił się na mnie. Ehh -,- . Po chwili również i Zayn odszukał
mnie wśród uczestników i uśmiechnął się. Czemu
oni akurat do mnie się tak szczerzą? Jest tu tyle dziewczyn, które
przesłuchiwali, a oni wyglądają jakby znali mnie już przynajmniej z kilka
miesięcy. Ale ich zachowanie mi nie przeszkadzało. Nawet miło było widzieć,
że ktoś się tobą interesuje.
Wąsaty mężczyzna poprawił
okulary-połówki i zagłębił się w cichym czytaniu swojej listy, by sprawdzić,
czy wszystko się zgadza. Nikt niestety nie zdołał usłyszeć jakie nazwiska
znajdują się na liście. Jeszcze trochę. Jeszcze trochę trzeba poczekać.
- Na początku chcieliśmy podziękować
wszystkim za przybycie – zaczął znudzonym głosem. Rzygać mi się już chciało jak
go słyszałam. Ale trzeba wytrzymać. – Cenimy wasze poświęcenie, bo jak
zauważyliśmy, wiele z was przybywa z daleka. Cieszymy się, że tak licznie was
przybyło – bla, bla, bla… Nudna gadka. Nie słuchałam co mówił, przyglądałam
się, kiedy spojrzy na listę i zacznie wyczytywać nazwiska.. oczywiście jakieś
urywki jego gadki do mnie dochodziły. Zwłaszcza, jak mówił, że wiele z
uczestników ma naprawdę talent. Konkurencja.. No tak, ale czego ja się miałam
spodziewać> ze do muzycznego programy przyjdą ludzie, którzy nie potrafią
śpiewać? Wąsaty pieprzył różne rzeczy przez jakieś kilka, może kilkanaście
minut, po czym wręczył listę Liamowi Paynowi, mówiąc, ze to on odczyta nazwiska
osób, które przejdą dalej.
Zamarłam. Trzymałam kciuki pod
kolanami. Niech wyczyta moje nazwisko,
proszę.
Chłopak stanął przed sędziami i
chłopakami z zespołu. Jego orzechowe oczy powędrowały po całej Sali, bacznie
przyglądając się każdemu uczestnikowi.
- Do programu x-factor dostali się
najlepsi. Najlepsi z okolic Londynu, oczywiście – mówił poważnym tonem. Eh,
chociaż on mógłby podarować sobie tę gadkę.. – Kolejność nazwisk, które
przeczytał będzie przypadkowa. A więc – wziął głęboki oddech. A pół uczestników
razem z nim, reszta, w tym ja, wstrzymaliśmy oddech. Czułam jak pocą mi się
ręce, a sera biło, biło – coraz szybciej coraz mocniej. – DAVID STEEL –
wyczytał Liam. David? Czy to ten chłopak,
który siedzi koło mnie? Tak, to był on, na jego twarzy pojawił się
najszerszy uśmiech jaki w życiu widziałam.
- Gratulacje – mruknęłam do niego.
Chciałam żeby to zabrzmiało sztucznie, z ironią, ale wyszło inaczej – wyszło szczere.
Mózgu?! Czemu mi to robisz? Chyba nie
uważasz, że zasłużył? Zastanowiłam się. Nie zajęło mi to wiele czasu, gorzej
z przyznaniem się do błędu. Bo on zasłużył. Byłam pewna, że mimo jego
upierdliwego charakteru, nie był aż taki zły. Zasłużył... Słyszałam jego głos i wiem, że przeszedł nie bez
powodu.
Dave tylko skinął głową. Tak się cieszył, ze nie potrafił
wypowiedzieć żadnego słowa. Mimowolnie uśmiechnęłam się. Jedynie co mnie zaciekawiło to to, że chłopak
nadal siedział na swoim miejscu. Nie podeszła do niego żadna osoba. Czyżby
przyszedł tu sam? Bez rodziny, znajomych? Taki uśmiechnięty David wyglądał
raczej sympatycznie. Uznałam, że nie będę traktować go jak konkurencje. Może
nawet się zaprzyjaźnimy? Kto wie?
- ALICE ATWOOD – powiedział Payne. Z drugiego końca pokoju
wstała jakaś starsza, rudowłosa kobieta. Po jej pulchnych policzkach poleciały
łzy. – MARTIN BLACK – wyczytał chłopak, po czym po sali rozległ się pisk
szczęścia wydobywający się z niskiego chłopaka. Spokojnie, Van, dopiero trzy osoby… Uspokajałam się. Ale im więcej
osób wyczytywał Liam, tym bardziej się stresowałam.
- Nie martw się tak – powiedział David, który zdążył się już
opanować z emocji. Tak, łatwo mu było mówić, on przeszedł, już wie, że jest w
programie x-factor. Położył rękę na moim ramieniu i szepnął do ucha – słyszałem
twój głos. Nie masz się czego obawiać, przejdziesz na pewno. – Po moim ciele
przebiegł przyjemny dreszcz, a kiedy odsuwał twarz z powrotem ogarnęła mnie
chęć bycia bliżej chłopaka. Chwila.. CO?
O czym ja myślę?
- VANESSA ARGON – wyczytał Liam , a
jego oczu automatycznie spoglądnęły na mnie. CO? Wygrałam? Wygrałam! Przeszłam!
Dostałam się do x-factor!
Sowo ‘radość’ to w tamtym momencie było za mało. Nie było
słowa, które mogło określić jaka byłam szczęśliwa. To było jak dobry sen, jak
najlepszy sen w moim życiu. Ale jednym się różniło – było naprawdę. To się
działo naprawdę – tu i teraz. To co się działo w mojej głowie było nie do
opisania. Wszystkie troski zniknęły, została sama radość. Nikt, po prostu nikt
nie mógł zepsuć mi tej chwili.
Poczułam słoną ciesz spływającą po moich policzkach.
Spojrzałam na mamę. Wstała i przybliżyła się do mnie, po czym mocno przytuliła.
Była szczęśliwa, a ja chciałam jej podziękować za wszystko – że we mnie
wierzyła, że wytrzymywała moje głośnie śpiewanie kilka godzin dziennie, ze
nigdy, przenigdy we mnie nie zwątpiła, że zawsze była obok mnie, ze mnie
wspierała. Chciałam to powiedzieć, ale gdy tylko otworzyłam buzie, słone łzy
wpadły do niej, tak, że o mało się nimi nie zakrztusiłam.
Wtulałam się w ciało matki. Moje nozdrza
wyczuwały słodki zapach jej perfum, a niewyraźny od łez wzrok, mógł zobaczyć
końcówki jej czarnych włosów. Przytulałam ją jak najmocniej umiałam. Zimna
ciecz przeszła na jej zielonkawy sweter.
- Dziękuje – wyszeptałam.
Choć nie widziałam jej twarzy,
wiedziałam, że matka się uśmiecha. Ucałowałam ją w jasno-różowe policzki i
niechętnie odsunęłam się. Do moich uszu dotarło kolejne nazwisko jakieś osoby,
ale nie bardzo się tym interesowałam. Matka zrobiła krok w lewo ustępując
miejsca Amy. Blond włosa przyjaciółka uśmiechnęła się szeroko i mocno
przytuliła.
Po tym dniu wiedziałam jedno –
marzenia się spełniają. Trzeba tylko mocno wierzyć i nigdy nie poddawać się.
Spojrzałam na Nialla. On również na
mnie spojrzał, tak, że dokładnie widziałam jego niebieskie tęczówki. Uśmiechnęliśmy
się do siebie. On pewnie nie wiedział jak bardzo byłam mu wdzięczna za to, że nie
pozwolił mi zrezygnować, kazał walczyć do końca.
- Dziękuje Niall – szepnęłam niemal
bezdźwięcznie wiedząc, że i tak chłopak stoi za daleko, żeby to usłyszeć. Posłałam
mu najszerszy uśmiech jaki tylko potrafiłam z siebie wydobyć i znów wtuliłam
się w ciało Amy. Kątem oka dostrzegłam jak David uśmiecha się w moją stronę.
Czy świat może być piękniejszy?
Najgorszy dzień w moim życiu okazał
się najlepszym.
Niemożliwe stało się możliwym.
Aww,świetne <3
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział,bo mam wielki niedosyt :3
Super! :) Kiedy mogę spodziewać się następnego?
OdpowiedzUsuńDziękuje :D .
UsuńRozdzialu? Prawdopodobnie weekend ;) ,