W ciągu ostatniego miesiąca poczułam nagły przypływ
nowych ,,przyjaciół”. Nie mam najmniejszego pojęcia jak to się stało, ale wieść
o tym, że przeszłam do x-factora rozniosła się bardzo szybko, jak na tak dużą szkołę, liczącą ponad 600 uczniów. Z
dnia na dzień stawałam się coraz bardziej popularna, większość (o ile nie
wszyscy) znali moje imię, a idąc szkolnym korytarzem co chwila słyszałam
powitania i sztuczne uśmiechy skierowane w moją stronę. Dziewczyny z młodszych
klas chodziły za mną i przechwalały się koleżanką, jak to bardzo mnie znają i w
jaki to sposób zostałyśmy przyjaciółkami, co oczywiście było kompletną
nieprawdą. Spławiałam te dziewczyny, ale ona jak na złość coraz bardziej za mną
chodziły. Zdarzały się także nasze ,,przypadkowe” spotkania na ulicy, choć ja
bardzo dobrze wiedziałam, że celowo za mną szły. Także coraz więcej chłopaków
się za mną oglądało. Na szczęście nauczyłam się jak ich spławić – lata praktyki
przyglądania się jak to Amy robiła.
Ale
nie tylko tak było. Oprócz nowych ,,przyjaciół” zyskałam też nowych wrogów.
Były to zazwyczaj te popularne dziewczyny (patrz: ‘plastiki’). Nie były
zazdrosne o to, że dostałam przepustkę na nowe życie, ze dostałam szanse
zaistnieć w show-biznesie. Nie. One po prostu wyczuwały we mnie konkurencje,
traktowały jak jakąś osobę, która chce pozaliczać wszystkich facetów, która
chce odebrać ich przyjaciółki i chłopaków. Totalny bezsens. Wchodząc do szkoły
i otwierając swoją szafkę z numerem 62 często zastawałam jakieś karteczki z
groźbami lub wyzwiskami. Ale co ja komu zrobiłam? Nic nie rozumiałam. Nic.
Tego
dnia również otwierając swoją szafkę na zielonych książkach matematyki
zobaczyłam małą karteczkę. Od razu pomyślałam, że to pewnie znów te
‘plastikowe’ dziewczyny ją podłożyły. Pokiwałam głową z niedowierzenia, jak one
mogą myśleć, ze mnie to jakkolwiek rusza? Szczerze miałam gdzieś te ich hejty.
Wyciągnęłam mały skrawek papieru i rozciągnęłam go. Moim oczom ukazały się
chwiejące, nierówne litery:
Ty wredna mała suko. Jesli zjawisz się dzisiaj w programie, to będzie twój ostatni dzień. Zapamiętaj sobie moje słowa. Ostrzegam!
Parsknęłam śmiechem i
zgniotłam karteczkę, po czym wyrzuciłam do kosza. Ci ludzie naprawdę myślą, ze boję się tych gróźb? Żałosne.
Zastanawiał mnie tylko fakt, skąd ta osoba wiedziała, że właśnie dzisiaj mam zjawić się w
x-factorze? Wiedziała tylko Amy, a ona nigdy by tego nikomu nie powiedziała.
Wiec jak? Może w Internecie zamieszczone są nazwiska wszystkich uczestników?
Tak, pewnie tak. Ale skąd może to wiedzieć taka osoba jak ja, czyli osoba
pozbawiona Internetu w domu?
Rozejrzałam
się po korytarzu. Widok taki sam jak od miesiąca, czyli od przejścia do
x-factor – osoby gapiące się na mnie i szepczące do ucha swojego towarzysza. To
wkurzało. Przecież jestem zwykłą dziewczyną, nie jakąś znaną superstar.
Ludzie
są dziwni.
*
20.03.2013r.
Po raz trzeci stałam przed wielkim, białym budynkiem. Było zupełnie inaczej niż
ostatnim razem - tłoczno. Przed wejściem
stało dwóch tęgich ochroniarzy, co chwila wpuszczających szarmancko ludzi. Na
parkingach brakowało miejsc, a jak to na Londyn przystało, parkingi były tu
ogromne. Zobaczyłam również kilku kamerzystów ciągnących za sobą ogromny sprzęt.
Z każdym krokiem, z każdą sekundą i z każdym spojrzeniem na otaczającą mnie
rzeczywistość moje serce biło coraz mocniej. To był mój największy wróg - stres.
Nie potrafiłam go powstrzymać za żadne skarby. Po prostu był. Był gdzieś tam w
środku i w najważniejszych dla mnie chwilach się ujawniał. Nie potrafiłam z nim
walczyć, a on perfidnie to wykorzystywał. Jedyną metodą na jego powstrzymanie
było zamknięcie oczu i pomyślenie o czymś przyjemnym. Ale jak w takiej chwili
można myśleć o czymś przyjemnym?! Próbowałam. Nie da się. Byłam za słaba, ale
miałam nadzieję, że nie przeszkodzi mi w dążeniu do marzeń.
Stałam
jakiś metr od wejścia budynku. Ochroniarz spojrzał na mnie i Amy trochę
podejrzliwym wzrokiem, a później sympatycznie uśmiechnął się do stojącej za mną
mamy i szarmancko otwierając drzwi wpuścił nas do środka. Tak jak się
spodziewałam panował tam olbrzymi tłok. Niektóre twarze zapamiętałam z
castingu, inne pewnie nie były z okolic Londynu. Każdy uczestnik miał już
przypięty do ubrania numerek, z którym wystąpi.
Zdjęłam krótką, szarawą
kurtkę i podałam pewnej drobnej, rodowłosej kobiecie za blatom, która powiesiła
go na pierwszym wieszaku. Sięgnęła po długą kartkę, an której zamieszczone były
nazwiska uczestników. Chwyciła długopis w swoje kościste palce.
- Nazwisko? – zapytała piszczącym
głosem
-
Argon. Vanessa Argon – odpowiedziałam. Kobieta przejechała palcem po liście,
ale nie musiała długo szukać, bo moje nazwisko znajdowało się już na czwartym miejscu.
Jej palec skierował się w bok, zatrzymując na jakimś numerku. Rudowłosa odwróciła
się na pięcie, podeszła do szafki i wyjęła z niej coś przypominającego
plakietkę z nazwiskiem, tylko zamiast nazwiska był numerek 165988. Podała mi
go, a ja przypięłam pod dekoltem swojej błękitnej sukienki.
W
pomieszczeniu oprócz blaty, były również fotele. Bardzo dużo, różnokolorowych,
co działało na lekkie uspokojenie. Usiadłam na zielonkawym pośrodku Amy i mamy.
Moja rodzicielka wyjęła z dużej, brązowej torby gazetę i schowała za nią twarz
wpatrując się w czarne literki. Przyjaciółka zaś wyciągnęła swój ciemny
Black-berry i łagodnie stukała w klawiaturę.
- Co robisz? – zapytałam. Jak to co robi? Pisze, przecież widać! Ale musiałam czymś się
zająć, by nie myśleć o występie, który, jak
dobrze pamiętam, miał się zacząć za jakieś 20 minut, a siedzenie w zupełnej
ciszy na pewno by mi w tym nie pomogło.
-
Użeram się z tym kolesiem – westchnęła wciskając klawisz ,,wyślij”.
- Z
jakim kolesiem? – no dobra. Wiedziałam jakim, bo kto niby cały czas dzwonił i
chodził za Amy, jak nie ten chłopak z naszego sąsiedztwa? Ale musiałam z kimś
zacząć rozmawiać, żeby tylko przestać myśleć o tym występie, bo inaczej moje
serce wyskoczyłoby z swojego miejsca.
- Oj
wiesz. Ten, który mieszka naprzeciw mnie, więc i obok ciebie – powiedziała nie
odrywając wzroku od telefonu, za to coraz nerwowo stukając w klawisze;
-
Aa.. Czego chce?– nie dawałam za wygraną. Obojętnie jaki temat, byle by z kimś
porozmawiać, a Amy siedziała najbliżej.
-
Bal maturalny? – odpowiedziała, choć raczej bardziej brzmiało to jak pytanie.
Sama się zdziwiła, ze chłopak ją o to prosi. Każdy kto znał Amy wiedział, że
dziewczyna nienawidzi balów i nawet dla miliona funtów nie poszłaby na żaden.
Otworzyłam
usta żeby coś powiedzieć, gdy nagle na gigantycznym ekranie naprzeciw mnie
pojawiły się wielkie, czerwone cyfry:
125593
Większość
osób zamilkła, choć gdzieniegdzie można było dosłyszeć jakieś szepty. Każdy już
wiedział, ze uczestnik z owym numerem wystąpi jako pierwszy. Moja mama odłożyła
gazetę na kolana i rozejrzała się po sali. Ja zrobiłam to samo. Dopiero po
kilku sekundach z niebieskawego fotela wstał jakieś mężczyzna, a za nim kobieta
w podobnym wieku, tyle, ze nie posiadała żadnego numerka. Uczestnik wziął kilka
głębszych oddechów i razem z kobietą ruszyli w stronę drzwi. Przez sekundę
mogłam zobaczyć co znajduję się za nimi. Nie było tej wielkiej sali z kamerami
i Jury, tylko korytarz, w którym znajdowały się dwie osoby, ale nie zdarzyłam im
się przyjrzeć.
Odetchnęłam
z ulgą, ze to nie mój numerek wylosował się jako pierwszy, ale nie pozbawiło to
mojego stresu. Znów powtórka – bałam się, ze źle zaśpiewam, że się pomylę,
zapomnę zwrotki, a zwłaszcza po tym incydencie jaki miał miejsce na castingu.
Rozejrzałam
się po całej sali szukając znajomych twarzy. Od razu mój wzrok przykuła pulchna
kobieta, którą widziałam na castingu. Alice?
Siedziała trzymając na kolanach małą, blond włosom dziewczynkę. Dalej…
Trochę dalej od niej siedział chudy, młody chłopak, którego też pamiętałam. Szukałam
dalej.. I nagle odnalazłam tę osobę, której tak naprawdę szukałam. David
siedział zupełnie sam na kanapie mogącej pomieścić z 4 osoby. Ubrany był w
koszule w kratkę i jeansy, a bursztynowe włosy zaczesane do tyłu. Pomachałam w
jego stronę, ale chłopak nawet nie zareagował. Byłam pewna, ze na ułamek
sekundy na mnie spojrzał, wiedział, ze tu jestem, ale jednak nie dawał
jakiegokolwiek znaku, że się znamy. Dziwne..
Spojrzałam
na zegarek. Mężczyzna, który występował jako pierwszy przebywał tam już jakieś cztery
minuty. No tak – najpierw zagadanie przez prowadzącego, później kilkuminutowy (
jak dobrze pójdzie ) występ, a na koniec ocena Jury. Trochę to musi potrwać.
Wpatrywałam
się w ekran, czekając, aż cyfry się zmienią. Moje serce wariowało, a ja
modliłam się w duchu, żeby nie wylosowano mojego numerka. Ale dlaczego?
Przecież i tak prędzej czy później będę musiała wystąpić. A chyba nawet lepiej
zrobić to na początku i mieć już za sobą.
I
nagle stało się. Moment na który wszyscy czekali – numerek się zmienił.
Wszystkie oczy zwrócone ku ekranowi.
165988
Zamarłam.
Cała się trzęsłam. Moje
ręce, nogi, a nawet głowa. Bicie serca osiągnęło swoje maksimum. Byłam pewna,
ze to mój numerek, zapamiętałam. Ale i tak spojrzałam na przypiętą do mojej
sukienki plakietkę - 165988.
Byłam
bliska płaczu. Nie wiem czemu, po prostu to wszystko mnie przerastało. Jak
mogłam myśleć, że dam radę zaśpiewać przed tymi wszystkimi ludźmi? Byłam za
słaba. Nie potrafiłam poradzić sobie z stresem. Byłam za słaba. Zdecydowanie.
Zamknęłam
oczy i wzięłam jak najgłębszy oddech umiałam. Wstałam z zielonkawej kanapy. Moja
mama i Amy również stały. Jako bliskie mi osoby mogły oczywiście pójść ze mną.
Rzuciłam wzrok na Davida. Chłopak siedział wpatrując się w białe adidasy.
Zrobiło mi się smutno. Olał mnie, najzwyczajniej w świecie.
Otworzyłam
drzwi i jak podejrzewałam znajdowałam się w wąskim korytarzu. Usłyszałam jak
Amy zamka drzwi i po chwili staje już koło mnie. Zrobiłam kilkanaście kroków i
już znajdowałam się obok dwóch nieznanych mi ludzi. Kobieta przed trzydziestką,
o gęstych, jasnobrązowych włosach i sztucznym uśmiechu, najprawdopodobniej była
prowadzącą. Stała rozluźniona na butach o tak wysokim obcasie, że gdyby zrobiła
kilka kroków, zapewnie połamałaby swoje nogi. Druga osobą był kamerzysta. Czarnoskóry
mężczyzna o głębokich, ciemnych oczach i siwiejących już włosach. Przez ramie
garnituru miał przerzuconą kamerę.
- A
oto nasza druga uczestniczka! – powiedziała prezenterka, a kamera momentalnie
zwróciła się w jej kierunku. – Proszę przedstaw się – jej słowa brzmiały
bardziej jak rozkaz i miałam ochotę coś jej powiedzieć, ale co miałam zrobić?
Przecież ten program ogląda dziesiątki tysięcy Brytyjczyków.
-
Nazywam się Vanessa Argon. Mieszkam w Basildon, mam 17 lat. – zaczęłam od
niechcenia, ale czułam jak mój głos pod wpływem stresu się zmienia. Kamerzysta
zwrócił kamerę na mnie i gestem pokazał, ze mam mówić dalej. Ale co mam
powiedzieć? Nie bardzo wiedziałam, przecież powiedziałam 3 podstawowe rzeczy o
sobie.
Prezenterka
pokręciła głową, ale na szczęście kamera tego nie pochwyciła.
-
Wiec co sprawiło, że postanowiłaś pójść do tak poważnego programu jakim jest
x-factor? – mówiła to z ‘uśmiechem’ na twarzy, ale jej wredność można było wyczuć
w jej tonie głosu.
-
Marzenia – odpowiedziałam krótko, zgodnie z prawdą. Kamerzysta zrobił coś w
rodzaju facepalma, po czym znów pokręcił ręką na znak, ze mam to rozwinąć.
Postanowiłam nie niszczyć ich psychiki i odpowiedziałam to, co chcieli usłyszeć:
- Chciałam się sprawdzić i rozwijać swój talent.
-
Mm, bardzo dobrze – powiedziała brunetka. – Powiedz nam jeszcze, kto z tobą przyszedł? – wskazała ręką na mamę
i Amy.
-
Moja mama – powiedziałam pokazując czarnowłosą, drobną kobietę – I przyjaciółka
– wskazałam na blondynkę. Kamerzysta od razu pochwycił obie po czym znów
zawrócił na prezenterkę.
- W
takim razie życzymy ci powodzenia – powiedziała i gestem pokazała drewniane
drzwi. Więc będę musiała występować w tej
samej sali, w której odbywały się castingi? Najwidoczniej.
Przełknęłam
ślinę i wzięłam kolejny głęboki oddech.
Otworzyłam
drzwi.
Od razu
zaatakowało mnie światło. Jasność wypalała mi szmaragdowe tęczówki. Automatycznie
zmrużyłam oczy. Ale nie na długo, ponieważ już po kilkunastu sekundach mrugania
przyzwyczaiłam się do jasności panującej w tej sali.
Sala
wydawała się większa niż poprzednio. Duża scena, u której początku, przed
srebrnym stołem (nwm jak to nazwać) siedziały trzy osoby. Jury.
Ich obawiałam się najbardziej. To od nich wszystko zależało – mogli mnie
skrytykować, a mogli pochwalić. Mogli przepuścić, a mogli kazać wracać. Za nimi
ciągnęły się rzędy foteli. Wszystkie były zajęte przez publiczność. Ogółem mówiąc
było tu ponad setka ludzi.
Nie
widziałam swojej twarzy, ale byłam pewna, że jest blada. Na sam widok tych
wszystkich ludzi stres powracał. Szłam szybkim krokiem. Chciałam to mieć już za
sobą. Jak najszybciej. Było cicho. Słyszałam tylko stukot swoich wysokich
butów. Kilka oddechów i już stałam na środku sali.
Simon Cowell, Nicole Scherzinger i Louis Walsh.
Większość ludzi
stresuje się przed występem, ale kiedy wchodzą już na scenę stres znika. U mnie
to nie działało. Żałowałam, ale stres nie mijał. Był przed, był w trakcie, a
nawet był po.
- Dobry
wieczór – przywitałam się jak to na kulturę przystało. Ręka trzymająca mikrofon
trzęsła mi się tak mocno, że o mało nie przywaliłam nim o twarz.
-
Dobry wieczór – odpowiedziała czarnowłosa Jurorka posyłając jeden z serii
prawdziwych uśmiechów. – Przedstaw się.
Więc tak jakby powtórka z rozmowy z
prowadzącą? Imię, nazwisko, wiek. Ile razy
w ciągu jednego dnia to można powtarzać? Włożyłam kosmyk ciemnobrązowych
włosów za ucho.
-
Vanessa Argon, mam siedemnaście lat, mieszkam w Basildon. – powiedziałam na
jednym oddechu modląc się, żeby to im wystarczyło.
-
Co zaśpiewasz? – zapytał Simon Cowell.
Miałam
przygotowane dwie piosenki – Best thing I
never had od Beyonce lub Hall of fame
od The Sreapt & will.I.am. Na pewno ta druga bardziej odzwierciedlała moją
sytuacje, ale poprzez zmianę mojego głosu przez stres, na pewno lepiej będzie zaśpiewać
tę pierwszą.
- Zaśpiewam piosenkę Beyonce – Best thing i never had. – odpowiedziałam.
Czułam, że to dobry wybór. Musiał być dobry.
-
Więc zapraszamy – powiedział Cowell opierając się wygodnie o swój fotel.
Moja chwila.
Mój czas.
Moje marzenie.
W tle usłyszałam cichy podkład. Przybliżyłam
mikrofon do ust powtarzając w myślach tekst piosenki. Pomylenie jej było raczej
rzeczą niemożliwą, bowiem śpiewałam ją już kilka razy w barze, w którym pracuje
moja mama, ale zawsze jest ten jakiś 1%.
Zamknęłam
oczy, żeby lepiej skupić się na piosence, a przy okazji nie oglądać publiczności
i miny jury.
What goes around, comes back
around, hey, my baby
What goes around, comes back
around, hey, my baby, I say
What goes around, comes back
around, hey, my baby
What goes around, comes back
around
There was a time I thought,
that you did everything right
No lies, no wrong, boy I,
must have been outta my mind
So when I think of the time
that I almost loved you
You showed your ass and I, I
saw the real you
Thank God you blew it, thank
god I dodged a bullet
I'm so over you, so baby
good lookin' out.
Starałam się, aby nikt
nie poznał, że ‘zjada’ mnie stres. Im głośniej śpiewałam, tym niżej dawałam
mikrofon. Zamknięte powieki, zmarszczone czoło,, grzywka zasłaniająca twarz –
tak pewnie wyglądałam. Wsłuchiwałam się w podkład, żeby nie pomylić zwrotek lub
nie zmieścić się w czasie.
I wanted you bad, I'm so
through with that
Cause honestly you turned
out to be the best thing I never had
You turned out to be the
best thing I never had
And I'm gon' always be the
best thing you never had
Oh yeah, I bet it sucks to
be you right now
So sad, you're hurt, boo
hoo, oh did you expect me to care
You don't deserve my tears,
I guess that's why they ain't there
When I think that there was
a time that I almost loved you
You showed your ass and baby
yes I saw the real you
Thank God you blew it, thank
god I dodged a bullet
I'm so over you, baby good
lookin' out.
Starałam
się śpiewać ostrzej końcówkę, tak jak w oryginale robi to Beyonce. W uszach brzmiał
mi jej głos, choć nigdzie nie było go słuchać. Byłam tylko ja i mój głos. Tylko to.
I wanted you bad, I'm so
through with that
Cause honestly you turned
out to be the best thing I never had
I said you turned out to be
the best thing I never had
And I'll never be the best
thing you never had
Oh baby I bet it sucks to be
you right now
I know you want me back
It's time to face the facts
that I'm the one that's got away
Lord knows that it will take
another place, another time, another world, another life
Thank god I found the good
in goodbye.
(nie
bd tłumaczyła, zbyt duży tekst)
Mój
głos dostawał coraz większej chrypki. Bałam się, że nie będę potrafiła
wyciągnąć kolejnej zwrotki, ale na moje
szczęście w momencie, gdy otworzyłam oczy, Simon Cowell uniósł rękę.
Stop.
Moje serce wariowało,
gdy przez ten ułamek sekundy wszyscy wpatrywali się we mnie jak jakieś rzeźby. I
w jednej chwili usłyszałam brawa. Nierytmiczne brawa skierowane w moją stronę.
Niektórzy piszczeli do tego. Jury też klaskało. Louis z uśmiechem na twarzy
szeptał coś do Nicole nie przerywając klaskania, a Simon Cowell wstał!
Wstał ze swojego miejsca, a za nim zrobiła to połowa publiczności. Przez dobrą
minutę słychać było tylko głos odbijających się od siebie dłoni.
- Vanessa, masz 17 lat?
Dobrze zapamiętałam? – zapytała Nicole, gdy Cowell zajął już miejsce obok niej.
- Tak, zgadza się. –
odpowiedziałam biorąc przy tym głęboki oddech, by dostarczyć tlenu do mojego
organizmu.
- Gdybym cię nie
widziała, nigdy nie uwierzyłabym, że masz 17 lat. Twój głos jest taki głęboki i
szczery i.. – przerwała poszukując dobrego słowa. – i dojrzały. Naprawdę mi
zaimponowałaś.
Po sali znów rozległy
się oklaski i piski. Pierwszy raz poczułam się rozluźniona. Nie, stres nie
minął – był dalej, ale jakby mniejszy. Jakbym nagle w siebie uwierzyła.
- Stuprocentowo zgadzam
się z Nicole – powiedział Lou. – Ale jest jeden mały problem. - twoja choreografia.
Stałaś trochę jak kołek, a musisz zapamiętać, ze ruch na scenie jest bardzo
ważny. Masz za to ode mnie minusa.
Po sali rozbiegły się
wrzaski typu ,,buuuu”.
Skinęłam głową na znak,
ze rozumiem. Nie pomyślałam o choreografii, mój błąd.
- Nie wiem czego Louis
się czepia – zaczął Simon – Ale jak dla mnie, to był najlepszy występ w tej
edycji!
Po sali rozległ się ponowny
dźwięk klasków.
- Ja nie mówię, że nie
podobał mi się jej występ – zaczął Walsh kierując słowa do Cowella. – Wręcz przeciwnie,
bardzo podobał. Ale ruch na scenie jest bardzo ważny.
Zastanawiałam się co
Simon mu na to odpowie. Myślę, że nie tylko ja.
- Tak, zgadzam się. Ale
takiego talentu nie można zmarnować. Myślę, że trzeba by połączyć dziewczynę w
zespół z innymi wspaniałymi wokalistkami. Wtedy im wszystkim będzie o wiele
łatwiej.
Zespół?
Ja i zespół?
Z początku ten pomysł
nie bardzo mi się podobał, ale już po kilkudziesięciu sekundach stał się dla
mnie genialny. Każdy wie, że solowy wokalista ma o wiele, wiele trudniej przebić
się do show-biznesu.
- No cóż, Simon. O tym
pomyślimy później – rzekł Louis. – Głosujmy.
- Vanesso, jesteś
naprawdę bardzo utalentowana. Myślę, ze ruchy sceniczne da się wyćwiczyć.
Jestem na tak.
Znów oklaski, znów
piski, znów uśmiech na mojej twarzy.
- Dziękuje – szepnęłam do
mikrofonu.
- Jesteś mistrzynią w
tym co robisz. Jak najbardziej tak! – powiedział Cowell i razem z publicznością
zaczął bić brawa.
Nie
zależnie co powie Walsh i tak przejdę dalej!
- Obiecaj mi, ze popracujesz nad choreografią – powiedział Louis.
- Obiecaj mi, ze popracujesz nad choreografią – powiedział Louis.
- Obiecuję –
odpowiedziałam natychmiastowo.
- W takim razie jestem
na tak!
3
razy tak.
Owacje
na stojąco od samego Cowella.
Przejście
do następnego etapu.
Udało się!
Podziękowałam
im chyba ze sto razy, po czym pobiegłam do drzwi i zawiesiłam się na szyi
matki. Łzy poleciały mi z oczu. Miałam gdzieś, ze kamerzysta wszystko kameruje,
że te wszystkie moje emocje będą puszczane w telewizji.
Najważniejsze było to,
ze się udało.
Wytarłam łzy ‘tańczące’
po moich policzkach.
Drzwi korytarza otwarły
się i stanął w nich kolejny uczestnik. Tak, to był on –David. Szedł sam. Gdy mnie zobaczył jego mina się
skrzywiła i zwolnił tępo, by nie przejść koło mnie. Spojrzałam na niego pytającym
wzrokiem, ale on tylko pokiwał głową i przewrócił oczami.
Nic nie rozumiałam.
Ostatnio był miły. Jaki
jest powód, ze po miesiącu traktuje mnie, jakbyśmy się nigdy nie znali?
Ludzie są dziwni.
------------------------------------
Jest! :D .
od teraz można komentować bez konta google, tzn. z Anonima ;) .
Dzięki wszystkim, którzy czytają ;).
A David wydawał się taki sympatyczny :/
OdpowiedzUsuńRozdział świetny ^.^
Zgadzam się z komentarzem u góry. Czekam, az wyjaśni się sprawa z Davidem, bo mam już kilka podejrzen :P
OdpowiedzUsuń